Wycinki z Korczaka

Bez Korczaka nie byłoby Korczakowa, to oczywiste. Gdyby nie Henryk Goldszmit, bo tak naprawdę nazywał się Janusz Korczak, nie wiedzielibyśmy, „Jak kochać dziecko”*, bez względu na to, czy chodzi o „Dziecko salonu”, czy „Dzieci ulicy”.  Nie znalibyśmy „Mośków, Josków i Sruli”, ani „Józków, Jaśków i Franków”. Korczak pisał o „Królu Maciusiu Pierwszym”, „Kajtusiu Czarodzieju” i „Bankructwie małego Dżeka”. Ale tak naprawdę pisał o „Prawie dziecka do szacunku”.

Chcielibyśmy przybliżyć Wam twórczość Starego Doktora. Wybraliśmy cytaty z jego twórczości i będziemy je publikować wraz z naszym skromnym komentarzem, żeby Was zachęcić do samodzielnej lektury Korczaka.

Ale pamiętajcie! – sam Korczak w „Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie” napisał: „Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania”.


* „Jak kochać dziecko” i następne to tytuły dzieł Janusza Korczaka


Wycinek trzydziesty drugi

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Widzimy dzieci w burzliwych przejawach radości i smutku, gdy się różnią od nas, nie dostrzegamy pogodnych nastrojów, cichych zadumań, głębokich wzruszeń, bolesnych zdziwień, jątrzących podejrzeń i upokarzających wątpliwości, w których są do nas podobne. „Prawdziwym” jest nie tylko dziecko skaczące na jednej nodze, ale i roztrząsające tajemnice przedziwnej bajki życia. Należy tylko wyłączyć naprawdę „sztuczne” dzieci, które na pokaz powtarzają frazesy, wyuczone lub pochwycone od dorosłych. Dziecko nie może myśleć „jak dorosły”, ale może dziecięco zastanawiać się nad poważnymi zagadnieniami dorosłych, brak wiedzy i doświadczenia zmusza je, by inaczej myślało.

Komentarz:

Często postrzegamy dzieci schematycznie, korzystając z szablonu. Przecież mówimy o kimś, że cieszy się jak dziecko albo że marudzi jak dzidzia. Czy w postrzeganiu dzieci nie umykają nam niuanse, ich ważne spostrzeżenia, ich ogląd świata, ich refleksja nad tym, co nas spotyka, otacza, dotyka? Widzą inaczej niż my, często dla nas zaskakująco, ale jakże mądrze i ciekawie. Warto z nimi rozmawiać, by zobaczyć świat ich oczami, inaczej, świeżo, bez filtra doświadczeń, może odkrywczo.

Wycinek trzydziesty pierwszy

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

W morzu są ryby, które połykają ludzi. Czy te ryby są większe od okrętu? Czy jak połknie człowieka, on się udusi, a jeżeli połknie świętego? Co one jedzą, jak się żaden okręt nie rozbije? Czy taką rybę można złapać? Jak mogą żyć w morzu zwyczajne ryby? Dlaczego nie wyłowią tych ryb? Czy ich jest dużo, czy milion? Czy z takiej ryby można zrobić łodkę? Czy to są przedpotopowe ryby? Pszczoły mają krolową, a dlaczego króla nie mają, czy on umarł? Jeżeli ptaki wiedzą, ktorędy lecieć do Afryki, one są mądrzejsze od ludzi, bo się nie uczyły. Dlaczego się nazywa stonoga, jeżeli nie ma stu nóg, a ile ma naprawdę? Czy wszystkie lisy są chytre, czy się nie mogą poprawić, dlaczego są takie? Jeżeli ktoś męczy i bije psa, to on także wierny? A dlaczego nie można patrzeć, jak pies wskakuje na psa? Czy wypchane zwierzęta żyły, czy człowieka można wypchać? Czy ślimakowi jest bardzo niewygodnie, czy, jak go wyjąć, umrze, dlaczego taki mokry, czy on jest ryba, czy rozumie, jak mowić: „Ślimak, wystaw rogi”? Dlaczego ryby mają zimną krew? Dlaczego żmiję nie boli, jak zmienia skorę? O czym mrówki rozmawiają ze sobą? Dlaczego człowiek umiera, a zwierzęta zdychają? Jeżeli pająkowi zepsuć pajęczynę, czy zdechnie, skąd weźmie nitkę, żeby zrobić drugą pajęczynę? Jak z jajka może się zrodzić kura, czy trzeba jajko zakopać w ziemię? Struś je kamienie i żelazo, czym on robi ę-ę? Skąd wielbłąd wie, na ile dni ma zrobić zapas wody?

Komentarz:

Policzono, że przedszkolak zadaje średnio nawet ponad 400 pytań dziennie. W ten sposób uczy się świata. Te dziecięce pytania nas irytują, bawią, nudzą. Ale czy na wszystkie znamy odpowiedź?

Wycinek trzydziesty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Ulegamy złudzeniu, że dziecko długo zadowolić się może anielskim światopoglądem, gdzie wszystko jest proste i dobrotliwie rozumne, że zdołamy ukryć przed nim niewiedzę, słabość, sprzeczności, nasze porażki i upadki – i brak formuły szczęścia. Naiwny jest przepis samouczków pedagogicznych, by wychowywać dzieci konsekwentnie, by ojciec nie krytykował czynów matki, by dorośli nie rozmawiali przy dzieciach, by służąca nie kłamała, że „państwa nie ma w domu”, gdy dzwoni niepożądany gość.

Komentarz:

Dzieci to ludzie. Ale dorośli też! Mamy swoje wady, czasem dajemy ponieść się emocjom, bywamy niesprawiedliwi. Nasza wiedza jest ograniczona, przez co nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania – pewnie epidemiczna edukacja domowa niejednokrotnie trafnie obnażyła nasze braki…

Dziecko przede wszystkim uczy się przez przykład. 

Wycinek dwudziesty dziewiąty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Wychowawca, który nie wtłacza, a wyzwala, nie ciągnie, a wznosi, nie ugniata, a kształtuje, nie dyktuje, a uczy, nie żąda, a zapytuje, przeżyje wraz z dzieckiem wiele natchnionych chwil, łzawym wzrokiem nieraz patrzeć będzie na walkę anioła z szatanem, gdzie biały anioł triumf odnosi.

Komentarz:

Zdarza się Korczakowi popadać w patos. Niekiedy to sprawia, że trudno się go czyta. Jednak w tych słowach kryje się prosty przekaz: Stary Doktor apeluje o wychowawcę, który jest przewodnikiem, nie nadzorcą z batem. Tylko ten pierwszy może oglądać rozwój podopiecznego. Drugi – co najwyżej zobaczy skuteczność swojej tresury.

PS Tym wycinkiem kończymy nasz cykl przed obozem. Cała energia idzie w przygotowania Korczakowa Online. Wycinki wrócą!

Wycinek dwudziesty ósmy

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dusza dziecka jest równie złożona jak nasza, pełna podobnych sprzeczności, tragicznie zmagająca się w odwiecznym: pragnę, ale nie mogę, wiem, że należy, ale nie podołam.

Komentarz:

Boję się zmiany pracy. Boję się prowadzić samochód w wielkim mieście. Powinienem pójść do lekarza, ale się boję. Powinnam z nią porozmawiać, ale się boję. Powinienem to zrobić, ale nie dam rady…

Boję się nowej szkoły, nikogo tam nie znam. Chcę jeździć na rowerze, ale to jest straszne, bo gdy się wywrócę, to boli. Ząb mnie boli, ale nie chcę iść do pana doktora, bo tam jest strasznie. Mam porozmawiać z Maćkiem, ale się boję, on jest na mnie zły. Jestem już duży, powinienem pojechać na wakacje sam, bez rodziców, ale to dla mnie za dużo.

Wycinek dwudziesty siódmy

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dorośli kłamią. To kłamstwo, że od cukierków robią się robaki, a jak nie jeść, to się Cyganie śnią, a jak się ogniem bawić, to się ryby łowi, a jak się nogami buja, to się diabła kołysze. Oni nie dotrzymują słowa: obiecują, potem zapominają albo się wykręcają, albo niby za karę nie pozwalają, i tak by nie pozwolili przecież.

Każą mówić prawdę, a jak powiedzieć, to się obrażają. Oni są fałszywi: w oczy mówią co innego, za oczy co innego. Jak kogoś nie lubią, udają, że lubią. Ciągle tylko: „Proszę, dziękuję, przepraszam, kłaniam się”, myślałby kto, że naprawdę.

Komentarz:

Czy dorośli wiedzą, że kłamią? Czasem dobrze posłuchac dziecka, ono jeszcze nie umie lawirować, manipulować, wykorzystywać. Jest szczere, czasem do bólu. I naiwne. Przyjmuje to, co wie od dorosłego. Świat jest czarno – biały. Albo albo. A dorośli? Używają kłamstwa, by wychowywać “na skróty”, by uzyskać natychmiastowy skutek, by nie musieć zawile argumentować i uzasadniać, jeśli czegoś żądają czy zakazują. Lenistwo, wygodnictwo, pośpiech i bezmyślność. A przecież dziecko dla swego dobrego rozwoju potrzebuje być traktowane serio. Dorosły ma mu tłumaczyć świat, a nie nim straszyć.

Dlatego lepiej nie straszyć Babą Jagą, która dziecko zabierze, gdy to nie zje obiadu, albo grozić, że gdy zje się ogryzek z jabłka, to w brzuchu wyrośnie drzewo. Bo co gdy dziecko spróbuje i nic złego się nie stanie? Stracimy na wiarygodności lub, co gorsza, wyjdziemy na kłamców, którym nie powinno się ufać.

Wycinek dwudziesty szósty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dorośli nie wiedzą wszystkiego: często odpowiadają, aby zbyć, albo żartem, albo nie można zrozumieć, jeden mówi tak drugi inaczej i nie wiadomo, kto mówi prawdę. Ile jest gwiazd? Jak będzie po murzyńsku kajet? Jak człowiek zasypia? Czy woda żyje i skąd wie, że jest zero ciepła, że ma się z niej zrobić lód? Gdzie jest piekło?

Komentarz:
Uwagę czytelnika powinno zwrócić w powyższym fragmencie jedno zdanie: „Jak będzie po murzyńsku kajet?”. Dzisiaj tak byśmy nie powiedzieli. Przed stoma laty tak mówiono. Nie tylko Korczak, też choćby Kornel Makuszyński ustami Koziołka Matołka. Czy to znaczy, że i Korczak, i Makuszyński się zestarzeli? Czy mamy ich nie czytać? Moim zdaniem nie. Wręcz przeciwnie – czytać i pokazywać, jak zmienił się świat. Sądzę, że Korczakowi mogłoby się to spodobać, bo nie byłaby to bezmyślna odtwórcza lektura, lecz jego tekst stałby się przyczynkiem do zastanowienia i rozmowy.

Wycinek dwudziesty piąty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dorośli nie są mądrzy, nie umieją korzystać ze swobody, którą mają. Tacy szczęśliwi, wszystko mogą kupić, wszystko im wolno, a zawsze się o coś złoszczą, o byle co krzyczą.

Komentarz:
Komentarz wydaje się zbędny – szczególnie teraz.

Wycinek dwudziesty czwarty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Osobne miejsce zajmują zabawy, których celem wypróbowanie sił, poznanie swej wartości, a to da się tylko osiągnąć przez porównanie z innymi.

Więc kto stawia większe kroki, ile kroków przejdzie z zamkniętymi oczami, kto dłużej stać będzie na jednej nodze, nie mrugnie oczami, nie roześmieje się, patrząc w oczy, kto może dłużej nie oddychać? Kto głośniej krzyknie, dalej plunie, wyżej puści strumień uryny lub rzuci kamień? Kto skoczy z większej liczby schodków, wyżej i dalej, dłużej wytrzyma bol ściskanego palca? Kto prędzej dobiegnie do mety, kto kogo podniesie, przeciągnie, przewróci?

– Ja mogę. Ja umiem. Ja wiem. Ja mam.

– Ja mogę lepiej. Wiem więcej. Moje lepsze.

A potem:

– Moja mama i ojciec mogą, mają.

W ten sposób zyskuje się poważanie, zajmuje odpowiednie stanowisko we własnym środowisku. A pamiętać należy, że pomyślność dziecka nie zależy wyłącznie od tego, jak je cenią dorośli, ale w równym, a może większym stopniu zależna jest od opinii rówieśników, którzy mają inne, tym niemniej trwałe zasady w ocenie wartości i udzielaniu praw członkom swego społeczeństwa.

Pięcioletnie może być dopuszczone do towarzystwa ośmioletnich, a te mogą być tolerowane przez dziesięcioletnie, które już same chodzą po ulicy, mają piórnik na kluczyk i notes. Taki starszy o dwie klasy wiele wyjaśni wątpliwości, za poł ciastka lub za darmo, wtajemniczy, wykształci.

Komentarz:

Rówieśnicy to środowisko niezbędne w rozwoju dziecka. Są jak lustro, gdzie można się przejrzeć, ocenić swoje możliwości, umiejętności, cechy na tle innych. Budować poczucie własnej tożsamości. To poligon ćwiczeń nad i ze sobą. Często szkoła życia, nie zawsze łatwa, kiedy dziecko czuje, że w czymś odstaje czy nie daje rady. Albo rówieśnicy bez ogródek wytykają niedostatki. Są dzieci, które takiej rywalizacji czy porównywania możliwości unikają w obawie przed spodziewaną porażką. Na wszelki wypadek, by nie odczuć  przykrości, zawodu, żalu. Stoją z boku. A przecież w każdym drzemią talenty, szczególne cechy, które stanowią o jego sile i wyjątkowości.

Korczakowo to miejsce odkrywania i rozwijania swoich pasji, uzdolnień, zainteresowań. Rolą wychowawcy jest zachęcić, zmotywować, wesprzeć w poszukiwaniach. Przecież nie każdy fantastycznie śpiewa albo genialnie czuje się na scenie. Ale może przygotować świetną scenografię albo z gęstwiny kabelków stworzyć niezawodną instalację do realizacji koncertu. Albo przybijając gwoździe pod okiem Bosmana uratować chylący się ku upadkowi pomost w porcie.

Każdy jest inny, każdy jest ważny, każdy jest potrzebny.

Wycinek dwudziesty trzeci

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Niechętnie widziane bywają przez nas niektóre zabawy, dociekania i próby. Dziecko chodzi na czworakach i szczeka, by się przekonać, jak radzą sobie zwierzęta, udaje kulawego, starca zgarbionego, zezuje, jąka się, zatacza jak pijany, naśladuje widzianego na ulicy wariata, chodzi z zamkniętymi oczami (niewidomy), zatyka uszy (głuchy), kładzie się nieruchomo i wstrzymuje oddech (umarły), patrzy przez okulary, pociąga papierosa, w tajemnicy nakręca zegarek, obrywa musze skrzydła: jak ona będzie latała, magnesem chwyta stalówkę, ogląda uszy (co tam za bębenki), gardło (co tam za migdały), proponuje dziewczynce zabawę w doktora w nadziei, że zobaczy, jak tam jest u niej, biegnie ze szkłem palącym na słońce, słucha, co w muszli szumi, uderza krzemieniem o krzemień.

Wszystko, o czym się może przekonać, chce widzieć, sprawdzić, doświadczyć; i tak pozostaje tyle, czemu trzeba wierzyć na słowo.

Powiadają, że jest jeden księżyc, a wszędzie go widać.

– Słuchaj, ja stanę za płotem, a ty stań w ogródku.

Zamknęli furtkę.

– No co, w ogrodzie jest księżyc?

– Jest.

– I tu jest.

Zmienili się miejscami, sprawdzili powtórnie: teraz mają pewność, że „księżyców jest dwa”.

Tym razem komentarze są dwa, bo komentujący z dwóch bardzo odmiennych perspektyw spojrzeli na fragment.

Komentarz 1:

Śmieszne? Na pewno zabawne. My, dorośli, wiemy, że Księżyc jest jeden. Wiemy też, że Ziemia nie jest płaska, a szczepionki nie powodują autyzmu. Niektórzy dorośli twierdzą inaczej. Śmieszne? Trochę tak. Zabawne? Ani trochę.

Komentarz 2:

Dziecko rozwija się, podpatrując dorosłych, naśladując ich, próbując swoich sił w różnych rolach. Bada na własną rękę otaczający świat, eksperymentuje, wyciąga wnioski. Nie zawsze słuszne, ale własne. Tu widać, jak ważna jest rola dorosłego – jego przykład. Nie słowa, pogadanki, wykłady o regułach i zasadach, ale żywy przykład. A druga rzecz – wolność do eksperymentowania, do własnego doświadczenia świata. Przy mądrej, dyskretnej, wspierającej obecności dorosłego.

Wycinek dwudziesty drugi

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Nie mogąc iść bodaj do ogrodu, dziecko tym chętniej odbywa podróże po oceanach i bezludnych wyspach, nie mając nawet psa, który by słuchał, butnie dowodzi pułkiem, nie będąc niczym, pragnie być wszystkim.

Komentarz:

Siła dziecięcej wyobraźni jest ogromna. Rzeczywiście, dziecko, dzięki niej, potrafi zrobić coś z niczego. Patyk jest berłem, pień koniem, dziecko królem. Świat fantazji staje się na chwilę światem realnym, w którym sprawy toczą się naprawdę i rządzą prawdziwe uczucia. Czy dostarczając dziecku ogromną ilość gadżetów, gotowych zabawek, modnych produktów, nie zabijamy w nim potrzeby i zdolności kreacji? Nie hamujemy naturalnej chęci tworzenia i szukania własnych rozwiązań? Nie rozleniwiamy? Warto pomyśleć nad zachowaniem równowagi.

W Korczakowie chyba się to udaje. Nie uciekamy od nowoczesnych technologii, bywają bardzo przydatne, czasem niezbędne, ale dajemy  zadania, które wymagają pomysłu, zaangażowania wyobraźni, zastosowania niekonwencjonalnych rozwiązań. Czasem zrobienia „helikoptera z dwóch patyków i szyszki”. Uważamy, że dzieciom to służy.

Wycinek dwudziesty pierwszy

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dziecko przywiązuje się do lalki, szczygła, kwiatka w doniczce, bo nie ma jeszcze nic więcej, więzień lub starzec tak samo się przywiązują, bo już nic nie mają. Dziecko bawi się byle czym, by czas zabić, bo nie wie, co robić, bo nie ma nic innego.
Słyszymy, jak dziewczynka wykłada lalce prawidła dobrego tonu, jak ją poucza i strofuje, ale nie słyszymy, jak w łóżku skarży się przed nią na otoczenie, zwierza się jej szeptem z trosk, niepowodzeń i marzeń.

– Ja ci powiem, lalusiu, tylko nie powtarzaj nikomu.
– Ty dobry, piesku, ja się na ciebie nie gniewam, ty mi nic złego nie zrobiłeś.

Samotność dziecka daje lalce duszę.
To nie raj dziecięcy, a dramat.

Komentarz:

Czy także dziś dziecko jest samotne? Przecież otoczone zabawkami, gadżetami, wożone z zajęć na zajęcia, edukowane i rozwijane, dopieszczane i rozpieszczane, wydaje się być w centrum uwagi dorosłych. Czy jednak troska o jego dobrą przyszłość nie zasłania tu i dziś? Czy spełnianie dziecięcych marzeń i zachcianek nie jest “okupem” za brak czasu, brak rzeczywistej uwagi? Smartfon i tablet zabijają nudę.

Lekiem na samotność jest drugi człowiek. Zarówno u dorosłych, starców, jak i dzieci. Człowiek, który ma czas, z którym można zbudować głębszą relację opartą na wzajemnym poznaniu i zaufaniu. To jest rola opiekuna, rodzica, wychowawcy, także w Korczakowie…

Wycinek dwudziesty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Podkreślam, że każda bezradność, każde zdumienie niewiedzy, błąd w stosowaniu doświadczenia, niefortunna próba naśladownictwa, każda zależność – przypominają dziecko bez względu na wiek. Bez trudu odnajdziemy cechy dziecięce w chorym, starcu, żołnierzu, więźniu. Wieśniak w mieście, mieszczuch na wsi ma zdziwienia dziecka. Profan zadaje dziecinne pytania, parweniusz popełnia nietakty dziecięce.

Komentarz:

Znów o podobieństwach dziecka i dorosłego. Gdy mówimy komuś, że jest jak dziecko, uważamy, że jest naiwny, niepoważny, nie rozumie rzeczywistości. Tymczasem Korczak zdaje się zmieniać perspektywę. Według niego jak dziecko jest każdy ten, który popełni błąd, który jest zależny, który czegoś nie rozumie.
Zdaje się, że według Korczaka każdy z nas ma w sobie dziecko – i nie jest to pusty banał, ale głęboka refleksja o człowieku.

Wycinek dziewiętnasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Spostrzeżenie na ogół prawdziwe: dziecko w wagonie kolei bywa kapryśne, niecierpliwi się posadzone na ławce w ogrodzie, dokuczliwe na wizycie, ulubiona zabawa już w kąt rzucona, na lekcji się wierci, nawet w teatrze nie usiedzi spokojnie.

Zważmy jednak, że podczas podróży jest podniecone i zmęczone, że na ławce je posadzono, że na wizycie jest skrępowane, że zabawkę i towarzysza mu wybrano, do lekcji zmuszono, a rwało się do teatru, bo wierzyło, że przyjemnie czas spędzi. Jak często podobni jesteśmy do dziecka, które przystroiło kota we wstążkę, częstuje go gruszką, daje do oglądania malowanki i dziwi się, że niecnota pragnie się wymknąć taktownie lub zrozpaczony zadrapie.

Komentarz:

Każde zachowanie ma swój kontekst. On często nam umyka; dostrzegamy jedynie, że dane zachowanie nas denerwuje lub jest niestosowne. Co za nim stoi? Dlaczego ten (mały) człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej? Może dzięki obserwacji łatwiej nam będzie zrozumieć. Gdy już jako rodzic czy opiekun zrozumiemy, być może nasza postawa się zmieni – z irytacji na otwartość i chęć wsparcia. Obserwacja jest podwójnie ważna, gdy nie znamy dziecka.

Wycinek osiemnasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Tylko obraz futurysty może dać nam to, czym jest dziecko dla siebie: palce, piąstka, mniej wyraźnie nogi, może brzuch, może nawet i głowa, ale tylko w słabych konturach, jak mapa podbiegunowych okolic.

Jeszcze nieskończona praca, jeszcze odwraca się i przegina, aby zobaczyć, co się z tyłu kryje, przed lustrem studiuje się i na fotografii przygląda, odnajduje to zagłębienie pępka, to wyniosłość własnych brodawek, a już nowa praca: odszukać siebie wśród otoczenia. Mama, ojciec, pan, pani, jedni często się ukazują, drudzy rzadko, pełno tajemniczych postaci, których przeznaczenie jest ciemne, a czyny wątpliwe.

Zaledwie ustaliło, że mama służy do spełniania lub staje w poprzek jego żądaniom, tata przynosi pieniądze, a ciocie – czekoladki, gdy w własnych myślach, gdzieś w sobie, odkrywa nowy, jeszcze dziwniejszy świat niewidzialny.

Dalej, trzeba odszukać siebie w społeczeństwie, siebie w ludzkości, siebie we wszechświecie.

Ot, włosy siwe, praca nieskończona.


Komentarz:

Korczak jako filozof.

Niekończące się dorastanie.

Zdarza nam się mówić, że jesteśmy rozbici. A czy kiedykolwiek stanowimy całość?

Człowiek jest brakiem spójności: między pracą a życiem osobistym, rzeczywistością a marzeniami, miłością a codziennością, chęciami a czynami, aspiracjami a możliwościami.

Między jednostką a społeczeństwem, wolnością a wygodą zniewolenia, podmiotowością a przedmiotowością, samotnością a wspólnotą, samotnym wspinaniem a masowym biegiem.

Nie ma dzieci, są ludzie.

Wycinek siedemnasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższą jest radość pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania. […]

Zapytuję: dlaczego [dziecko] chce samo trzymać szklankę, gdy pije, i żeby matka zupełnie nie dotykała ręką, dlaczego jeść już nie chce, ale je, bo mu pozwolono czerpać samemu łyżką. Dlaczego radośnie gasi zapałkę, wlecze pantofle ojca, niesie podnóżek dla babci? Naśladownictwo? Nie, coś znacznie większego i cenniejszego.

– Ja sam! – krzyczy tysiąc razy gestem, wzrokiem, śmiechem, błaganiem, gniewem, łzami. […]

Czy widzieliście, jak niemowlę długo, cierpliwie, z znieruchomiałą twarzą, uchylonymi ustami i skupieniem w oczach wkłada i zdejmuje pończochę albo pantofel? To ani zabawa, ani naśladownictwo, ani bezmyślne zbijanie bąkow, a praca.

Komentarz:

Trafnie tu Korczak ujął spostrzeżenie o potrzebie samodzielności, o tym, że dla dziecka często wyzwaniem i szansą na rozwój jest wykonywanie nawet najprostszych dla dorosłych czynności.

Samodzielne wykonanie zadania daje ogromną satysfakcję. To ona stanowi motywację do podejmowania dalszych starań, do dalszej pracy. Czy nie tak działa to też u dorosłych? Przecież nie pracujemy tylko dla albo z powodu pieniędzy?

Wycinek szesnasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Więc na wszystko pozwalać? Przenigdy: z nudzącego się niewolnika zrobimy znudzonego tyrana. Zabraniając, hartujemy bądź co bądź wolę, bodaj w kierunku hamowania się i zrzekania tylko, rozwijamy wynalazczość w działaniu na ciasnym terenie, umiejętność wyślizgiwania się spod kontroli, budzimy krytycyzm.

Komentarz:

Dziecko potrzebuje jasnych reguł, wyraźnie postawionych granic, bo wtedy czuje się bezpieczniej i łatwiej mu odnaleźć się w poznawanym dopiero świecie. Potrzebuje też wolności, by eksperymentować i doświadczać, by się uczyć. Zakazy wyznaczają granicę wolności, która leży tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W Korczakowie tak to rozumiemy: dajemy przestrzeń do stanowienia o sobie i podejmowania decyzji, ale stawiamy granice, by zapobiec anarchii. Do tego zawsze obecna jest myśl: szacunek dla drugiego i bezpieczeństwo.

Wycinek piętnasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu, nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć. Wychowani sami w deprawującym bezwładnym oczekiwaniu tego, co będzie, ciągle śpieszymy się w czarów pełną przyszłość. Leniwi, nie chcemy szukać piękna w dniu dzisiejszym, aby przygotować się na dostojne przyjęcie jutrzejszego poranku: jutro samo ma przynieść natchnienie. Czym jest owo: „Gdyby już chodziło, mówiło” – czym, jeśli nie histerią oczekiwania?

Będzie chodziło, będzie obijało się o twarde kanty dębowych krzeseł. Będzie mówiło, będzie mełło językiem sieczkę codziennej szarzyzny. Czym to dziś dziecka gorsze, bezcenniejsze od jutra? Jeśli o trud chodzi, ono będzie trudniejsze.

Komentarz:

Dziecko potrzebuje jasnych reguł, wyraźnie postawionych granic, bo wtedy czuje się bezpieczniej i łatwiej mu odnaleźć się w poznawanym dopiero świecie. Potrzebuje też wolności, by eksperymentować i doświadczać, by się uczyć. Zakazy wyznaczają granicę wolności, która leży tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W Korczakowie tak to rozumiemy: dajemy przestrzeń do stanowienia o sobie i podejmowania decyzji, ale stawiamy granice, by zapobiec anarchii. Do tego zawsze obecna jest myśl: szacunek dla drugiego i bezpieczeństwo.

Komentarzem niech będą słowa Korczaka padające parę akapitów później:


Dla jutra lekceważy się to, co je [dziecko] dziś cieszy, smuci, dziwi, gniewa, zajmuje. Dla jutra, którego ani rozumie, ani ma potrzebę rozumieć, kradnie się lata życia, wiele lat.

– Dzieci i ryby nie mają głosu.

– Masz czas. Poczekaj, aż urośniesz.

– Oho, masz długie spodnie – ho! ho! masz już zegarek. Pokaż: wąsy ci rosną.

I dziecko myśli:

„Jestem niczym. Czymś są dopiero dorośli. Już jestem trochę starsze nic. Ile jeszcze lat mam czekać? Ale niech tylko dorosnę…”.

Czeka i leniwie bytuje, czeka i dusi się, czeka i czai się, czeka i łyka ślinkę. Piękne dziecięctwo, nie, tylko nudne, a jeśli są w nim piękne chwile, to wywalczone, częściej wykradzione.


Wycinek czternasty

Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dziecko, które urodziłaś, waży dziesięć funtów.

Jest w nim osiem funtów wody i garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza. Urodziłaś osiem funtów wody i dwa popiołu. A każda kropla tego twojego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem, mętem kanału miejskiego. Każdy atom węgla czy azotu wiązał się w miliony połączeń.

Tyś tylko zebrała to wszystko, co było…

Ziemia zawieszona w nieskończoności.

Bliski towarzysz – Słońce – 50 milionów mil.

Średnica drobnej Ziemi naszej to tylko 3000 mil ognia z cienką na 10 mil skorupą ostygłą.

Na cienkiej skorupie, wypełnionej ogniem, wśród oceanów – rzucona garść lądu.

Na lądzie, wśród drzew i krzewów, owadów, ptactwa, zwierząt – mrowią się ludzie.

Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno – co? – źdźbło, pyłek – nic.

Takie to kruche, że je zabić może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia…

Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, błyskawicy, Słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy – pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia.

Jest w nim, co czuje, bada – cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi – wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca.

Ten pyłek ogarnie myślą wszystko: gwiazdy i oceany, góry i prze – paście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem, jeno bez wymiarów?

Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.

Nasz komentarz:

Wszystkiego dobrego dla wszystkich Mam!

Wycinek trzynasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Numery dorożek, rzędy krzeseł w teatrze, termin płacenia komornego, wszystko to, co dla porządku wymyślili ludzie, może być przestrzegane, ale kto umysłem wychowanym na policyjnych przepisach zechce sięgnąć po żywą księgę natury, temu się na łeb zwali cały olbrzymi ciężar niepokojów, rozczarowań i niespodzianek.

Nasz komentarz:

Tak pisze Korczak we fragmencie mówiącym o mierzeniu, sprawdzaniu postępów w rozwoju dziecka: czy już potrafi chodzić – czy nie za późno? Duży – czy nie za mały? Czyta – czy nie powinno wcześniej?

Można spojrzeć inaczej: czy w porównywaniu, standaryzowaniu, parametryzowaniu – nie tracimy z oczu (małego) człowieka?


Wycinek dwunasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Napoleon miał tężyczkę. Bismarck był rachitykiem, a już bezspornie każdy z proroków i zbrodniarzy, bohaterów i zdrajców, wielkich i małych, atletów i mizeraków był niemowlęciem, zanim stał się dojrzałym człowiekiem. Jeśli chcemy badać ameby myśli, uczuć i dążeń, zanim rozwinęły się, zróżniczkowały i zdefiniowały, do niego musimy się zwrócić.

Tylko bezgraniczna ignorancja i powierzchowność patrzenia mogą przeoczyć, że niemowlę uosabia pewną ściśle określoną indywidualność, złożoną z wrodzonego temperamentu, siły intelektu, samopoczucia i doświadczeń życiowych.

Nasz komentarz:
Zdaje się, że rzadko zastanawiamy się, kim za młodu były wielkie postacie historii, nauki, sportu. A przecież ten, który podbił pół świata, kiedyś nie był w stanie złapać muchy! Ten bijący rekordy na bieżni – nie potrafił chodzić. Największe umysły za młodu męczyły się z prostymi czytankami.


Wycinek jedenasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Zamiast patrzeć, by poznać i wiedzieć, bierze się pierwszy z brzegu przykład „udanego dziecka” – i stawia żądanie własnemu: oto wzór, do którego masz być podobne.

Nie wolno, by zamożnych rodziców dziecko zostało rzemieślnikiem. Niech raczej będzie nieszczęśliwym i zdemoralizowanym człowiekiem. Nie miłość dziecka, a egoizm rodziców, nie dobro jednostki, a ambicja gromady, nie szukanie dróg, a pęta szablonu.

Są umysłowości czynne i bierne, żywe i apatyczne, wytrwałe i kapryśne, uległe i przekorne, twórcze i naśladowcze, błyskotliwe i rzetelne, konkretne i abstrakcyjne, realne i literackie; pamięć wybitna i mierna; spryt w posługiwaniu się zdobytą wiadomością i uczciwość wahań, wrodzony despotyzm i refleksyjność, i krytycyzm; jest rozwój przedwczesny i opóźniony, jedno- lub różnostronność zainteresowań.

Ale co to kogo obchodzi?

Nasz komentarz:
Jakże trudno nam: rodzicom, wychowawcom, nauczycielom odejść od schematu, uwolnić się od społecznych nacisków, nie ulegać własnym wyobrażeniom i aspiracjom, nie słuchać głosu tradycji i utrwalonych w rodzinie czy środowisku przekonań, by zobaczyć DZIECKO takim, jakie jest. Z wszystkimi jego potrzebami, zdolnościami, zaletami, talentami, ale i słabościami, brakami, trudnościami. By posłuchać jego własnej historii o sobie. Pozwolić iść własną drogą i na tej drodze mocno wspierać.

Wycinek dziesiąty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.

Straszne prawo. Nie, piękne. Ono w każdym tym dziecku daje pierwsze ogniwo w nieśmiertelnym łańcuchu pokoleń. Poszukaj uśpionej w twym cudzym dziecku własnej cząstki. Może dostrzeżesz, może nawet rozwiniesz.

Nasz komentarz:

Bardziej czytać niż zapisywać. Bo choć wychowanie to zapisywanie, podkreślanie, skreślanie, dopisywanie, uzupełnianie notatkami – to wychowawcy muszą pamiętać, że ten pergamin już jest zapisany i jeśli będziemy tylko poprawiać i dodawać swoje, formatować młodego człowieka wedle swojego uznania, możemy stracić to, co już w nim jest – naturalne i prawdziwie jego.


Wycinek dziewiąty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Jak, kiedy, ile – dlaczego?
Przeczuwam wiele pytań oczekujących odpowiedzi, wątpliwości poszukujących wyjaśnienia.
I odpowiadam:
– Nie wiem.
Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka cel zamierzony osiąga.

[…]

Nie wiem i wiedzieć nie mogę, jak nieznani mi rodzice mogą w nie znanych warunkach wychowywać nieznane mi dziecko – podkreślam – mogą, a nie – pragną, a nie – powinni.

Nasz komentarz:

„Nie wiem”, mówi Korczak. Bo jego książki to nie poradnik. Tu nie ma użytecznych wytrychów typu „zrób X i Y, a wtedy  Z, Ż, Ź”. Korczak nie udaje pedagogicznego omnibusa, który ma na wszystko rozwiązanie.  On nie chce i nie rości sobie prawa, by za rodziców wychowywać ich dzieci. Podpowie, tak. Da wskazówkę, tak. Pomoże się zastanowić, tak. Zachęci do szukania własnych rozwiązań, których podstawą mają być ciekawość i szacunek do dziecka z jego światem. Ale nie da skryptów i algorytmów, gotowych rozwiązań, których oczekują rodzice – a wydaje się, że im szybciej żyjemy, im bardziej doskonałymi rodzicami chcemy być, im więcej dookoła nas poradników – tym bardziej pragniemy uniwersalnych wytrychów.

Nie liczmy na wytrychy. Wychowanie dziecka wymaga od nas – opiekunów, rodziców, nauczycieli – wysiłku i twórczego działania, poprzedzonego wnikliwą obserwacją, bo każdemu czego innego potrzeba, by rozkwitnąć. 


Wycinek ósmy

Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924

W świecie uczuć dzieci są od nas o wiele bogatsze, uczuciami myślą.

Nasz komentarz:

To bogactwo może być skarbem, ale i ciężarem. Dorosły ma bagaż doświadczeń. Dorosły ma wiedzę. Może użyć ich jak filtra wobec wszystkiego, co do niego dociera. Może racjonalizować, może się dystansować. Dziecko dopiero taki bagaż zgromadzi. Odpowiedzią dziecka na wszystkie bodźce są przede wszystkim uczucia. Łatwo je rozweselić, zachwycić, łatwo zranić, zawieść. Dlatego wielkiej trzeba delikatności, wielkiego taktu, wielkiej uważności.


Wycinek siódmy

Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924

W tej klatce wraz z dziećmi zamknięta jest i nauczycielka, ona nie tylko zmusza, ale i sama musi, męcząc, sama się męczy. Może dawniej próbowała, poszukiwała. Jeśli nie, to że nie wiedziała, nie umiała, warunki tak się złożyły. Mogła pomylić się w wyborze zawodu. Kto winien?

Nasz komentarz:

„Obyś cudze dzieci uczył”  – te słowa często pojawiają się w tekstach i rozmowach o zawodzie nauczyciela. Zawód i sposób na życie. Pasja i przekleństwo. Dla dzieci nauczyciel jest prześladowcą – bywa i mentorem. Dla rodziców to czasem niesprawiedliwy gnębiciel ich pociech, ale czasem wspaniały przykład.

Dla części społeczeństwa – nieudacznik, niewiele pracujący (wolne wakacje, ferie, święta…) za niewielkie pieniądze.

Dla studentów, szczególnie kierunków nauczycielskich, to wzór, wizja, spełnienie marzenia, zainspirowane chlubnym poznanym w przeszłości przykładem.

Jak odnaleźć się w tak skomplikowanej sytuacji? Być czy mieć? Wielu stawia sobie to pytanie.

 „Kto winien”?




Wycinek szósty

Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924

Czym gorączka, kaszel, wymioty dla lekarza, tym uśmiech, łza, rumieniec dla wychowawcy. Nie ma objawu bez znaczenia. Trzeba notować i zastanawiać się nad wszystkim, odrzucać, co przypadkowe, łączyć, co pokrewne, szukać kierujących praw. Nie – jak żądać, czego żądać od dziecka, nie – jak nakazywać i zakazywać, ale – czego mu brak, czego nadmiar posiada, czego żąda, co dać może.

Nasz komentarz:

Korczak-obserwator. Jako pediatra wiedział, jak ważne jest badanie dziecka, bo każdy szczegół pozwala nam lepiej je poznać. W innym miejscu zwraca uwagę na matczyną umiejętność wnikliwej obserwacji potomstwa, której nie zastąpi żadne, nawet wyuczone lekarskie spojrzenie.

Zatem należy obserwować. Jak przyglądać się uważnie każdemu dziecku,  gdy w klasie/grupie jest ich kilkadziesiąt? Oto wyzwanie dla wychowawcy.


Wycinek piąty

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Dziecko narzuca się naszej uwadze, gdy przeszkadza i mąci, te tylko momenty dostrzegamy i pamiętamy. Nie widzimy, gdy spokojne, poważne, skupione. Lekceważymy święte chwile jego rozmowy z sobą, światem, Bogiem. Dziecko kryć zmuszone tęsknoty i porywy przed drwiną i szorstką uwagą, ukrywa chęć porozumienia, nie wyzna decyzji poprawy. Kryje posłusznie przenikliwe spojrzenia, zdziwienia, niepokoje, żale – gniew i bunt. Chcemy, by skakało i klaskało w ręce, więc ukazuje uśmiechniętą twarz trefnisia.

nasz komentarz:

Jakie zadanie dla nas – dorosłych?

Więcej uważności, życzliwej empatii, czujności.

Żeby nie przeoczyć tego, co ważne, co trudne, co ponad dziecięce siły.

Żeby dziecko mogło bez obaw stawać się sobą.


Wycinek czwarty

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Szacunku dla niepowodzeń i łez. Nie tylko podarta pończocha, ale zadrapane kolano, nie tylko stłuczona szklanka, ale skaleczony palec i siniak, i guz, więc ból. Kleks w zeszycie to przypadek, przykrość i niepowodzenie.

–  Gdy tatuś wyleje herbatę, mamusia mówi: „Nie szkodzi”, na mnie zawsze się gniewa.

Nieoswojone z bólem, krzywdą, niesprawiedliwością dotkliwie cierpią, częściej płaczą; nawet łzy dziecka wywołują żartobliwe uwagi, zdają się mniej ważne, gniewają.

Piszczy, beczy, maże się, skrzeczy.

(Wiązanka wyrazów, które na użytek dzieci wynalazł słownik dorosły).

Łzy uporu i kaprysu – to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek protestu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nierozumnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.

Nasz komentarz:

Kiedy ostatnio robiłeś/-aś nową rzecz? Było łatwo? Jak byś się czuł/-a, gdyby Twoje autorytety właśnie wtedy się z Ciebie śmiały?

Gdy jesteśmy mali, cały świat jest dla nas nowy – i trudny. Chodzenia i biegania trzeba się nauczyć. Rysowania, pisania. Trzymania szklanki, zwłaszcza gdy gorąca. Jeżdżenia na rowerze.

Niepowodzenia są w uczenie się wpisane nieusuwalnie, bo uczenie się to głównie pomyłki.

Dlaczego jeszcze bardziej to utrudniać? Lepiej włącz empatię i życzliwość.


Wycinek trzeci

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspomnienia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej niż my pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje – i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi. Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli, gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.

Szacunku dla jego niewiedzy.

Nasz komentarz:

„Cudzoziemiec” – tym słowem Korczak określa dziecko.  Kto kiedykolwiek był za granicą, ten wie, jak niekiedy najprostsze czynności urastają do rangi dużego problemu. Jak dojść do celu, gdy nie ma jak zapytać o drogę? Skąd wiedzieć, co wypada, co nie wypada? Jak je się to dziwne danie, które nam podano?

Nie znamy języka. Jedziemy gdzieś i odkrywamy nowe miejsca. To dla nas przygoda, po której jednak chętnie wracamy do znanego, oswojonego domu. A dziecko? Ono na co dzień jest cudzoziemcem.


Wycinek drugi

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Czyżeśmy aż tak bezkrytyczni, że jako życzliwość markujemy pieszczoty, którymi nękamy dzieci? Czyż nie rozumiemy, że tuląc dziecko, my właśnie tulimy się do niego, w jego uścisku kryjemy się bezradni, szukamy osłony i ucieczki w godzinach bezdomnego bólu,  bezpańskiego  opuszczenia,  obarczamy  ciężarem  naszych cierpień i tęsknot. […]

Tulę, bo mi smutno. Pocałuj, to ci dam.

Egoizm, nie życzliwość.


Nasz komentarz:
Czy to dlatego przebieramy dzieci w stroje, które nam się podobają? Dlatego kupujemy im drogie zabawki, a zabieramy ulubione patyki i kolekcję kamyków? To jest powód, dla którego wozimy je na lekcje fortepianu i karate – bo sami byśmy chcieli mieć na te aktywności czas? Bo chcemy nadrobić coś, co nas w dzieciństwie ominęło? Bo sami byśmy chcieli znów być młodzi i mieć wszystkie drogi przed sobą? Czy to nie tylko egoizm, ale instrumentalne wykorzystanie zależnej od nas osoby?


Wycinek pierwszy

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Lekceważymy  dziecko,  bo  nie  wie,  nie  domyśla  się,  nie przeczuwa. Nie zna trudności i powikłań dorosłego życia, nie wie, skąd płyną okresy naszych podnieceń, zniechęceń i znużeń, co płoszy spokój i kwasi humory: nie zna dojrzałych porażek i bankructw. Łatwo uśpić, zwieść naiwne i ukryć. Sądzi, że życie proste i łatwe. Jest tatuś, jest mama, ojciec zarabia, mama kupuje. Nie zna zdrad obowiązkom ani sposobów walki człowieka o swoje i więcej. Samo wolne od trosk materialnych, od mocnych pokus i wstrząśnień – znów nie wie i sądzić nie może. My zgadujemy je w lot, jednym niedbałym spojrzeniem na wskroś przenikamy, bez śledztw wykrywamy nieudolne podstępy. A może łudzimy się, sądząc, że dziecko to tylko i tyle, ile my chcemy? Może kryje się przed nami, może cierpi skrycie? (…) Niepoważne się zdają dziecięce wątpliwości i zastrzeżenia. Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchii. Do czasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedola dręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu pies i ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata.


Nasz komentarz:
Bodaj najważniejsza w twórczości i pedagogice Korczaka jest zmiana perspektywy. Jak spojrzeć na świat oczami dziecka? Jak na chwilę przestać być dorosłym – pracującym, zmęczonym, wszystkowiedzącym, czasem poirytowanym – i stać się dzieckiem? Można zacząć od prostego eksperymentu:  gdy będziemy jechać autobusem lub stać w tłumie – przykucnijmy na chwilę. Zegnijmy kolana, stańmy się na chwilę niżsi. Tak wyglądają dorośli widziani oczami dziecka.