Odszedł Korczakowiec

Rzadko bywał w Kręgu, nie śpiewał z nami przy ognisku. Wielu z nas go nie zauważało, niektórzy się bali. Ale był najprawdziwszym Korczakowcem. Przyjeżdżał na nasze obozy od dziesięcioleci. Mieszkał najbliżej bramy, czujnym okiem przez niemal całą dobę sprawdzał, kto wjeżdża, kto wyjeżdża. Gdy trzeba było, służył pomocą: swoim czerwonym audi jeździł z poszkodowanymi i chorymi do Sulęcina i Gorzowa; podwoził z Ośna zmęczonych; robił niezbędne zakupy na ostatnią chwilę, gdy ktoś czegoś pilnie potrzebował. Niezliczoną ilość razy przywoził z dworca w Rzepinie wesołych Korczakowców i odwoził smutnych. Zawsze można było do niego przyjść i pogadać, posłuchać opowieści z dawnych lat.
 
Odszedł od nas Jurek Walczak, druh Jurek. Kto inny przejmie jego obowiązki, ale nikt go nie zastąpi.
 
Panie Jurku, już tęsknimy.
 
Korczakowcy