Zbieramy wspomnienia z Korczakowa!

“Rok ma zwykle cztery pory, a mój dzieli się na dwie: gdy już jestem w Korczakowie oraz kiedy jeszcze nie!” Poniżej są już pierwsze wpisy, polecamy!

 

Trwa ta druga, nieobozowa pora roku. W oczekiwaniu na Korczakowo 2016, zbieramy wspomnienia z tegorocznego obozu: chwile, które będziemy długo wspominać, zdjęcia, rozmowy… Zachęcamy wszystkich (czyli uczestników, instruktorów, korwygów i gości) do przesyłania na adres [email protected] tekstów lub opisów do wybranych obozowych zdjęć z Korczakowa 2015. Będziemy je na bieżąco publikować na naszej stronie. W razie wątpliwości proszę pisać na nasz adres mejlowy.

Czekamy na Wasze/nasze wspomnienia!

 

Wspomnienia z Korczakowa:

Martyna Bartkowiak:

Po tegorocznym obozie mam w głowie wiele ciekawych wspomnień i tak właściwie to nie jestem w stanie wybrać najlepszego… Lecz najbardziej zapadła mi w pamięć cała kadra i uczestnicy, czyli ludzie, którzy tworzą Korczakowo. Poznałam w tym roku wiele kreatywnych osób i zawarłam nowe przyjaźnie. Świetnie było przy ogniskach, kiedy z druhami i (czasami) Mikołajem mogłam przygrywać na gitarze do wtóru śpiewającym. Fajnie było tworzyć z nimi ogniskową atmosferę. Cieszyłam się również, mogąc pierwszy raz posłużyć się językiem angielskim w kontakcie z innymi osobami – oczywiście chodzi mi tu o ludzi z Ukrainy. Ogólnie rzecz biorąc, ten obóz  był pełen radosnych wrażeń oraz nowości, i mam nadzieję, że następne obozy utrzymają podobną atmosferę.

 

Basia Czochara:

To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci z tegorocznego obozu, to przygotowania do Nocy Poetów. Wiele mi dały – po raz kolejny przeszłam w Korczakowie przyspieszony kurs współpracy z ludźmi. To jest tak: każdy z nas jest równie ważny. Jeżeli jest się koordynatorem pracy grupy, tak jak ja w tym roku, należy wysłuchać każdego i wziąć pod uwagę jego zdanie. To wyzwanie, ale przyniosło wiele przyjemności, satysfakcji i śmiechu.  Tak to jest kiedy się pracuje w dobrym miejscu z fantastycznymi ludźmi! Pamiętam nasz wspólny stres, radość i dumę z tego, że się udało, że wyszło.
W tym roku też udało mi się zostać na drugi turnus jako wolontariuszka. To świetna sprawa, praca z najmłodszymi z korczakowców. Owszem, często męcząca, ale dająca wiele satysfakcji, np. kiedy uczestnik będący pierwszy raz na obozie mówi o odczuwalnej wspaniałej atmosferze tego miejsca lub zarzeka się, że wróci za rok. Zarażanie korczakowskim bakcylem! Cieszę się, że mogłam to robić.

 

Gazela:

Bardzo dobrze wspominam przygotowania do Wieczoru Marzeń na młodszym turnusie. Zajęłam się malowaniem “drzewa marzeń” przy Cyrku. Narysowałyśmy go z Avadą, a później Basia pomagała mi wypełnić kontury. Mój brat też próbował swoich sił, ale mu podziękowałyśmy, bo chlapał farbą wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Uczestnicy byli w tym czasie na boisku, robiąc mandale.
Wspominam to jako wyjątkowo spokojne, błogie wręcz, pół godziny. Malowałyśmy, słuchałyśmy muzyki, rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Całość skończyła się zupełną głupawką, gdy zaczęłyśmy malować siebie (i wszystkich wokół) po twarzach. Basia obfotografowała starannie ten etap naszej pracy. Załączam trzy zdjęcia, na które wyjątkowo lubię patrzeć.

11840220_879932702080837_702493844_o 11853066_879930945414346_2040036813_o 11874388_879930892081018_822316200_o

 

Marek Mącznik:

Tegoroczny obóz był jak zawsze dla mnie wspaniały, jednak w tym roku coś się zmieniło. Prowadzenie ognisk (wraz z uroczą wodzirejką Gazelą) było dla mnie nie lada wyzwaniem. Wystąpienie przed całym obozem – to nie problem, w końcu występowało się na FPN-ach. Jednak ogniska były dla mnie zawsze bardzo ważne i bardzo klimatyczne, było to kilka chwil, w których czuło się niesamowitą atmosferę i zapominało się o całym świecie słuchając utworów i ogrzewać się ciepłem ogniska. Niezapomniany fakt budowania ciepłej, miłej i przyjaznej atmosfery przy językach ognia oplatających większe bądź mniejsze kawałki bierwion – niesamowite. Cóż, trzeba czasem się bardziej postarać, a co z tego wyjdzie… zobaczymy.

 

Kuba Samolak:

Ten obóz był już moim piątym. Już przed obozem wziąłem się do przygotowań. Ze wsparciem druha Młodego przygotowałem „Dzień Żołnierza” i debaty oksfordzkie. Odniosłem wrażenie po obozie, że przeprowadzone przeze mnie aktywności przyjęły się i obozowicze z chęcią wzięli w nich udział. Na starszym obozie dodatkowo otrzymałem zadanie/przyjemność opieki nad męską częścią grupy izraelskiej. Pozwoliło mi to nawiązać przyjacielskie stosunku z chłopakami. Przyjaźń utwierdziła się dodatkowo na wyjeździe do Warszawy z całą grupą izraelską. Pobyt gości w obozie był świetnym studium innej kultury. Pozwoliło to mi dodatkowo podszkolić umiejętności konwersacji w języku angielskim. Jednym z momentów, które szczególnie zapadły w mej pamięci, to tegoroczny FPN, na którym wyszło na to, że będę śpiewał. Osobiście sądziłem, że będę ostatnią osobą, która wyjdzie na scenę i będzie dawać publiczności „przyjemność” z użycia swojego głosu.
W tym roku miałem też okazję zostać jako wolontariusz na młodszym obozie. Była to dla mnie świetna szkoła odpowiedzialności, cierpliwości i wytrzymałości. Mam nadzieję, że będę mógł jeszcze wiele razy znaleźć się przy obozowym kręgu dookoła ogniska.

 

Natalia Kędzia:

Moment, w którym mogłam położyć się na pomoście w całkowitej ciemności i nic innego nie robić prócz oglądania gwiazd z Korczakowcami, był najlepszym zwieńczeniem całodniowych przygód. Jeszcze nigdy wcześniej tak się nie przyglądałam nocnemu niebu, jak w tym roku. Chłodne powietrze powiewało, a pod spodem było czuć lekko wilgotne drewno i wodę uderzającą o deski, nad nami ogromną przestrzeń, nad która wszyscy zastanawialiśmy się co wieczór. Byliśmy przesiąknięci zmęczeniem tak bardzo, że niektórzy zasypiali na pomoście, gdy inni prowadzili rozmowy pod gwiazdami, które potrafiły się wziąć, dosłownie, z kosmosu. To jedno z wspomnień, o którym trudno zapomnieć.

 

IMG_2673

 

Dziara:

Pora była już późna. Po przygodach na autostradzie i sporym opóźnieniu chciałem jak najszybciej dojechać nad jezioro Grzybno. Okazało się na miejscu, że lepszego dnia nie mogłem wybrać na przyjazd do Korczakowa. Zaczęło się od wernisażu, na którym po raz kolejny Rumowisko przekształciło się w galerię sztuki i zapełniło pracami Korczakowców. Zaraz po tym wycieczka na Legnicę, by móc zobaczyć Koncert Na Wodzie, w którym muzyka zagrała do pary z ogniem. Takie rozpoczęcie Korczakowa 2015 to ja rozumiem

 

Dziara 1 Dziara 2

 

Młody:

Podziwiam pracę sędziów piłkarskich. Odpowiedzialność, nerwy, naciski ze strony piłkarzy i trybun są nie do pozazdroszczenia. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że kiedykolwiek będzie mi dane sędziować mecz. Ale jak to w Korczakowie – z każdym dniem można nauczyć się czegoś nowego. Wymyśliłem sobie mecz drużyn polsko-ukraińskich, to go sędziowałem. Wnioski? W telewizji piłka lata wolniej, piłkarze wolniej biegają. Mecz się udał, następne również, ale przez te 2 godziny sędziowania na pewno pojawiły mi się pierwsze siwe włosy na głowie. Już wolę biegać za piłką niż sprawdzać, czy zawodnicy robią to zgodnie z zasadami. A gdy następnym razem będę oglądać Ligę Mistrzów, ani jednego złego słowa nie powiem o pracy arbitra.

 

Czekamy na więcej!

KORczakowcy na KORowodzie

Zachęcamy do przeczytania relacji z winobraniowego korowodu, który przeszedł ulicami Zielonej Góry. My też tam byliśmy! O czym opowiadają 4 teksty: 1 oficjalny i 3 bardziej osobiste.

 

Oficjalny komunikat:

12 września w Zielonej Górze odbył się korowód winobraniowy, w którym my – KORCZAKOWCY – również wzięliśmy udział. Przeszliśmy przez centrum miasta razem z ZSEiS (“Elektron”), z którym Korczakowcy związani są od samego początku. Wszyscy byliśmy ubrani w tegoroczne koszulki korczakowskie oraz zielone chusty. Oprócz tego wszyscy nieśliśmy flagi, w zielonogórskich barwach, czyli: żółtym, białym i oczywiście zielonym, który chyba najbardziej kojarzy nam się z Korczakowem.

Natalia Kowalska

 

Odrobina subiektywizmu:

 

Gdy dowiedziałam się, że Korczakowcy w tym roku biorą udział w korowodzie winobraniowym, bardzo się ucieszyłam. Była to pierwsza okazja spotkać się oficjalnie po obozie w naszym korczakowskim gronie. 

Wystąpienie w korowodzie dało nam możliwość ponownego pokazania istnienia nas – Korczakowców w Zielonej Górze. Gdy wszyscy szliśmy ubrani w korczakowskie koszulki i chusty, wymachując flagami, zwracaliśmy na siebie uwagę, rozsiewając wokół pozytywną energię, której tak dużo w Korczakowie!

Natalia Kowalska

 

W tym roku miałam okazje uczestniczyć w korowodzie wraz z Korczakowcami. Przeszliśmy główną ulicą miasta, trzymając w rekach flagi. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, ponieważ znowu zobaczyłam tych ludzi i miałam okazję szerzyć ideę Korczakowa w naszym mieście.
Przyjechalo tez kilka osób spoza Zielonej Gory, co wywołało wśród nas wielki uśmiech. Jestem szczęśliwa, że znowu zobaczyłam znajome twarze.

Ola Kowalska

 

Korczakowo to wspaniałe miejsce, które gromadzi równie wspaniałych ludzi. Co za tym idzie, powinniśmy promować, ogłaszać, zachęcać innych, aby dołączyli do nas i poznali idee Korczakowa. Korowód zielonogórski, w którym brałam
udział, był właśnie okazją do przedstawienia się mieszkańcom miasta. Mimo tego, że nie mogliśmy opowiedzieć o naszym obozie, to pokazaliśmy wszystkim, że jesteśmy, działamy i kontynuujemy tradycję. Nie zapraszaliśmy słowami a szczerym uśmiechem na twarzy. Mam nadzieję, że dzięki takim akcjom grono Korczakowców będzie się powiększać i wartości głoszone przez Starego Doktora będą wciąż żywe.

Ola Plonkowska

IMG_20150912_115459 12026689_171653996505746_114018696_n IMG_20150912_113502 IMG_20150912_115449