Jest nam niezmiernie miło podzielić się z Wami radosną nowiną: dh. Beata Nowicka została Damą Orderu Uśmiechu!
Druhenko – serdecznie gratulujemy!
W 2019 roku obchodziliśmy 50-lecie Korczakowa. Z tej okazji wydaliśmy książkę, na którą składały się wspomnienia trzech pokoleń Korczakowców, zatytułowaną „Wracajcie chwile zaczarowane…„.
Poniżej możecie znaleźć wybrane fragmenty książki. Jeśli jesteście zainteresowani kupnem egzemplarza, piszcie na kpk@korczakowo.org.
Tymczasem zapraszamy do zanurzenia się we wspomnieniach…
Fragment 10, ostatni (autor: Stefan Klepacki)
Korczakowo żyje. To, co wydawało się, że runie po śmierci Szefa, nie tylko trwa, ale rozwija się dalej. Mam ogromny szacunek dla członków obecnej kadry za to, co robi, by realizować sprawdzony program, wciąż rozbudowując go o nowe pomysły. Jako że czasem odwiedzam Korczakowo, widzę, jaką radość sprawia im działanie. Jaką są zgraną grupą. Jak niesie ich wspólna pasja.
Wspomnienia powinno się pisać w czasie przeszłym. Ze zdumieniem stwierdzam, że prawie wszystko to, co napisałem, jest w czasie teraźniejszym. Kolejni młodzi ludzie docierają do tego miejsca i zaczynają zapisywać swoją korczakowską kartę. Nie przeczuwają, że to może przełomowa chwila w ich życiu. My już to wiemy. Wiedzą świadkowie naszych chwil. Dawny zagajnik to dziś las dojrzałych drzew.
Fragment 9 (autorka: Kasia Mądry)
Chciałabym, żeby w tej książce znalazła się mistrzowska akcja Darii, dzięki której regularnie płaczę ze śmiechu. Miała mi przynieść obiad pod łaźnię, bo siedziałam na kamieniu i pilnowałam dzieciaczków, żeby nie wpadły pod spadającą gałąź, którą właśnie w czasie obiadu ściągali z góry strażacy. Zobaczyłam, że Daria idzie z pełną miską przepysznego spaghetti, uśmiechnęłam się, mrugnęłam — i wtedy zobaczyłam, jak niczym kłoda leci na ziemię prosta jak struna (napięte absolutnie wszystkie mięśnie i wyciągnięta, jak u Supermana, ręka trzymająca moje spaghetti). Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak wolno upadał. Poleciała prosto na twarz, wciąż dzielnie bohaterską ręką trzymającą jedzonko. Gdy spaghetti było już 10 cm od ziemi, talerz wyślizgnął jej się z ręki. Jej mina – bezcenna, ale chyba i tak moja wygrała. Uwierzcie mi!
Fragment 8 (autorka: Adrianna Kućmierz)
Nasze radio to nie tylko muzyka – każdego ranka pobudka muzyczno-słowna (najczęściej docierająca do uszu w półśnie) zachęcała do kąpieli w jeziorze lub porannych „przebieżek” wokół obozu nawet w deszczowe i chłodne dni (…) Pamiętam uśmiechnięty głos Milupy ogłaszający: „Woda w jeziorze jest baaardzo przyjemna, 16 stopni, ja już zażyłem kąpieli, zachęcam pozostałych!” – do dziś pozostało tajemnicą, czy ktokolwiek kiedykolwiek stawił się na wezwanie… W KorRadiu nigdy nie brakowało humorystycznych akcentów i dobrego nastroju – hitem stała się podśpiewywana przez Milupę w radiowym domku zapętlona śpiewanka-rymowanka: „aku-ku-mulator na zimę i na lato! Do twej latarki i traktora każdy typ…aku-ku-mulatora!(…)” – pean na cześć akumulatora powstał podczas majsterkowania około Koncertu na Wodzie i być może był swoistym zaklęciem, bez którego prąd nie był wytwarzany.
Fragment 7 (autor: Maciej Kayber Kapała)
Szef jako młody człowiek po studiach polonistyki na UAM w Poznaniu marzył, by zostać reżyserem. I tak naprawdę nim został. Wyreżyserował spektakl (a może ambitny serial?) pod nazwą „Korczakowo” – od scenografii, przez scenariusz, aż po jego produkcję i realizację. Obsadził wszystkie role pierwszoplanowe i drugoplanowe, niektórzy aktorzy z biegiem lat się zmieniali/-ją, ale postacie i ich funkcje wciąż pozostają. Co roku w każdej odsłonie tego spektaklu, w każdym odcinku dzieje się coś nowego, zgodnie z jego zamysłem i nadal aktualnym scenariuszem. Jego „ekipa filmowa” ma tę cechę, że dla niej jest to sprawa oczywista, nikt nikomu nie musi tłumaczyć, że warto/da się zrobić to czy tamto – tego nauczył nas wszystkich Szef.
Fragment 6 (autor: Ryszard Forecki)
Pisząc te słowa, zastanawiam się, skąd to, że potrafię opisać to, co myślę. „Mały Przegląd” – ten sprzed lat – denaturat i drukarki, ciemnia i zdjęcia – jakże było wspaniale – byłem redaktorem – haha? Kto to pamięta? W moich myślach snuje się zapach nowej gazetki i to, jak biegnę do Szefa, by pokazać i posłuchać, co myśli, a nie zawsze były to słowa łaskawe – uwierzcie mi. Pamiętam, jak ostrymi słowami potraktował mnie za krytykę jakiegoś przedstawienia czy wieczoru. A o co? Przyznał, że przedstawienie było słabe, ale zwrócił mi uwagę na pracę, jaką włożył zastęp. Był zły, że tego nie widziałem – pracy i wysiłku innych. W następnym numerze napisałem stosowne sprostowanie, nie na polecenie Szefa, tylko pod wpływem tego, co mi powiedział. Kiedy to przeczytał, zostałem wezwany i po prostu powiedział – teraz i ja doceniam twoja pracę. Nie pamiętam, ile lat miałem wtedy… może koło 14.
Fragment 5 (autor: Bartosz Lutycz)
Na którymś z obozów zostałem z kolegą Przemkiem Boguckim wyznaczony w trakcie Koncertu na Wodzie do roli greckiego tancerza, który na głównym pomoście w porcie, na tle podświetlonego reflektorem ekranu z płótna miał tańczyć „Greka Zorbę”. Zadanie jak zadanie – nic nienormalnego jak na Korczakowo (bywałem już na scenie księdzem, dresiarzem w Cinquecento, mimem i gejem) – przećwiczyliśmy choreografię zgodnie z ustaloną z głównodowodzącym długością utworu i stanęliśmy na pomoście w oczekiwaniu na pierwsze nutki „Zorby”. Zaczęło się ok – kroki przećwiczone, timing i synchro idealne – zbliżała się ustalone wyciszenie utworu, a wraz z nim koniec naszego układu i…. I nic – muzyka leci dalej, my jak jakieś ćwoki stoimy z Bogusiem na tle ekranu, wymyślając naprędce dalszą choreografię, ja macham do tyłu wymownie KONIEC, KONIEC, KONIEC, gaście reflektor, bo mi się wena gwałtownie kończy, obracam się w stronę reżyserki, żeby zorientować się w temacie, a tam Kraku z resztą ekipy pokłada się ze śmiechu na fotelu, obserwując nasze dziwne, abstrakcyjne, pseudogreckie podrygi, ani myśląc wyłączyć muzykę… Przetrzymał nas tak ze dwie minuty, tworząc tym samym nieznany wcześniej ani Polakom, ani na pewno Grekom nowy rozdział greckiego tańca ludowego…
Fragment 4 (autor: Kazik Bronicki)
Pisząc o Korczakowcach i Korczakowie, należy również wspomnieć o naszych sąsiadach, czyli mieszkańcach pobliskiej wsi Świniary. Żyliśmy ze sobą w zgodzie. Na terenie wsi był sklep, gdzie chodziliśmy kupować słodycze, na które w korczakowskim lesie mieliśmy wyjątkowy apetyt. Pamiętam panią sklepową, która przez kilkadziesiąt lat używała dużego, drewnianego liczydła zamiast kalkulatora, bo tak po prostu lubiła. Podziwialiśmy ją za to, gdyż robiła to z wielką wprawą, wprost po mistrzowsku! (…)
Państwo Popławscy, Zosia i Roman – życzliwi i rodzinni. Zosia przez wiele lat rozpieszczała nasze obozowe podniebienia, a po godzinach pracy przygotowywała przepyszne wypieki, których pozazdrościć mogłaby niejedna cukiernia. Roman, człowiek życzliwy i z dużym poczuciem humoru. Pamiętam czasy, kiedy podczas „nocy indiańskiej” dh Ziutek Nowicki i dh Leszek Forecki przyjechali do Korczakowa na koniu, prosto ze stajni Romana! Nikt nie spodziewał się takiej oryginalnej niespodzianki i wszyscy, łącznie z Romanem śmialiśmy się do rozpuku.
Fragment 3 (autorka: Danuta Bronicka)
Na obozie spotykam Kazia Bronickiego, nazywanego Bosmanem. Jeszcze nie wiem, że kiedyś będzie moim mężem. Właśnie wrócił z pełnomorskiego rejsu po Bałtyku. Ma co opowiadać. Mieszka w domku za drogą ze Zbyszkiem Lutyczem, ratownikiem. Zapraszają mnie i Karinę na kawę oraz projekcję filmu z rejsu. Czujemy się dorosłe i dumne, pijąc kawę z instruktorami, nauczycielami naszej szkoły, choć niewiele od nas starszymi. Oglądamy film. Nie wiemy, że na obozie trwa akcja poszukiwawcza dwóch dziewcząt. Z głośników dobiega ledwo słyszalny głos: „Druhna Danka i druhna Karina zgłoszą się do komendanta!”. Przed nami wielkie wyzwanie; musimy teraz wykazać się bogatą wyobraźnią przed komendantem!
Fragment 2 (autor: Lech Forecki)
Jeszcze dzisiaj czuję dreszcze, gdy wspominam wyreżyserowany przez Adama Żuczkowskiego spektakl zrealizowany na podstawie ,,Wielkiego testamentu’’ Francoisa Villona, a także pierwsze koncerty przy świecach i na wodzie. Pamiętam doskonale, gdy po raz pierwszy odważyłem się przełamać zwyczaj słuchania tylko muzyki poważnej… ,,Obrazki z wystawy’’ Musorgskiego znaliśmy tylko w wersji klasycznej. Postanowiłem: dobrze, mogą być ,,Obrazki’’, ale w wykonaniu zespołu Emerson, Lake & Palmer! Szef odniósł się do tego pomysłu z chłodnym dystansem, ale brać harcerska była zachwycona… Wkrótce, w ramach koncertu na wodzie, wspólnie ze Stefanem Klepackim zaprezentowaliśmy muzykę zespołu King Crimson. Rubikon został przekroczony. Odtąd w Korczakowie gościł już nie tylko rock, ale i jazz. Organizując te pierwsze koncerty czułem się jak Kolumb odkrywca. Przynajmniej na początku, bo później stały się one czymś niemal powszednim…
Fragment 1 (autor: Andrzej Sibilski)
Tym epicentrum Korczakowa i Korczakowców był niewątpliwie – dh Jurek Zgodziński. Kiedy w lipcu 2010 roku otrzymał najważniejsze w jego aktywnym życiu odznaczenie – „Order Uśmiechu”, nie pojechał go odebrać na gali w Warszawie, ale poprosił kapitułę, by uroczystość pasowania różą na kawalera tego orderu odbyła się właśnie w Korczakowie na scenie naszego Amfikoru […]. Tak się stało. Podczas tego niezwykłego wieczoru miałem zaszczyt przedstawić kapitule raz jeszcze sylwetkę Szefa: „Gdyby powstała encyklopedyczna notka o naszym Szefie, zaczynałaby się zapewne tak: Zgodziński Jerzy. ur. 12 marca 1939 roku, absolwent wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, magister filologii polskiej. Od 1961 roku nauczyciel w Zasadniczej Szkole Zawodowej oraz Technikum Mechanicznym w Zielonej Górze. Założyciel 20 DH im. Janusza Korczaka – „Korczacy”. Później komendant Szczepu Drużyn Harcerskich „Korczakowcy”. […] Założyciel i od 1969 roku komendant Korczakowa. Twórca własnego systemu wychowawczego, inspirowanego myślą pedagogiczną Starego Doktora. Od 9 lipca 2010 Kawaler Orderu Uśmiechu”.
Jak taki wpis wyglądałby w naszej – korczakowskiej encyklopedii? Już informacja o imieniu zaczynałaby inaczej – pewnie słowami jednej z naszych kabaretowych piosenek: „Pierwsze Jurek, drugie Zoruś, trzecie Szefuś ma, o Malinie i Chudzinie już nie wspomnę wam”.
W tej naszej hipotetycznej „Korczakopedii” hasło rozrastałoby się podobnymi żarcikami i anegdotami już nie tylko o jego imieniu. Zapewne też obok życzliwych kpinek znalazłyby się także wspomnienia nocnych pogaduszek, wzruszenia wspólnych koncertów, ale i trudnych rozmów o realnych problemach. Każdy z nas do biogramu Szefa dopisałby swój osobisty komentarz, daleki od obiektywizmu, mylący zapewne fakty i daty, czasem koloryzujący wydarzenia i dramatyzujący opisy. Z tej notki nie dałoby się stworzyć naukowej, rzetelnie udokumentowanej biografii, ale jedno wynikałoby z niej na pewno – taka zwyczajna wdzięczność za to, że Szef jest – tak po prostu.
Zaczęło się od wizyty grupy z Izraela 5 lat temu. Poznałam się dzięki temu z Batią i Avim, którzy opowiadali mnie i Młodemu o jakiejś akcji CATS w Szwajcarii. Nazwa mnie zaintrygowała, ale szybko okazało się, że nie jest to międzynarodowy zlot kociarzy, tylko forum o prawach dziecka. Muszę przyznać, że nie wracałam do tematu, ale Młody się zainteresował. Przy wielu następnych spotkaniach Batia zachęcała go do udziału w CATS. W tym roku wzięła sprawę w swoje ręce i bez zbędnych ceregieli wysłała Młodego w styczniu do Paryża, żeby spotkał się z organizatorami wydarzenia. W międzyczasie zmieniła się nazwa forum (na Child Rights in Action, w skrócie CRIA) oraz lokalizacja (na Pontmain w północnej Francji).
Młody poleciał, posłuchał, podyskutował, pozwiedzał Paryż i powrócił, podziękowawszy uprzejmie za propozycję udziału w forum. Okazało się, że odbywa się ono w trakcie młodszego turnusu, a Młody ze względu na obowiązku zastępcy komendanta nie mógł go opuścić.
No i tutaj do opowieści wkraczam ja (nareszcie!). Zgłosiłam się na ochotnika, by pojechać na CRIA zamiast Młodego. Po tym chwilowym przypływie odwagi nastąpiły długie dyskusje, chwile wahania, przerażenia i kilkukrotne stwierdzenie, że nigdzie nie jadę. Moja logika była następująca: mają tam specjalistów od praw dziecka, wykładowców uniwersyteckich i ludzi, którzy zajmują się tą tematyką zawodowo. Po co im do tego druhna z Korczakowa?
Szczęśliwie po wymianie kilku mejli z bardzo miłymi organizatorami moje wątpliwości zmalały i w marcu pojechałam na naradę do Paryża.
Paryż trochę mnie przeraził swoim rozmachem i ogromem, trochę zaintrygował artystycznymi dzielnicami i różnorodnością ludzi, a trochę zachwycił zabytkami i piękną architekturą (jeszcze niespalona Notre Dame!). Weekendowa narada była bardzo owocna, nawet jeśli nadal nie do końca rozumiałam, jak właściwie wygląda to forum. Okazało się, że korczakowskie doświadczenie przydaje się bardzo i mam wiele do powiedzenia, ponieważ wiem, jak zorganizować dużą grupę ludzi oraz jak zachowują się dzieci i młodzież w określonych sytuacjach. Nabrałam optymizmu co do mojej roli w tym wszystkim. Dostałam też swoje konkretne zadania: współprowadzenie grupy dla najmłodszych dzieci, zwanych Advocados (5-10 lat) oraz organizacja zajęć wieczornych.
Po powrocie rozpoczęła się intensywna praca nad ostatecznym kształtem programu. Tworzyliśmy go poprzez cotygodniowe rozmowy na Skypie z różnymi członkami zespołu. Sam zespół był dość niezwykły, około dwudziestu osób, w bardzo różnym wieku (najmłodsi po 13, 14 lat, najstarsi po sześćdziesiątce), z różnych państw (Indie, Nepal, Francja, Stany Zjednoczone), z różnych zawodów (uczniowie, dziennikarka, nauczycielka, psycholożka, student historii sztuki). Pod koniec czerwca wszystkie elementy programu zostały zaplanowane (co do minuty) i zatwierdzone. Mogłam więc przez miesiąc odpocząć od pracy nad CRIA i spokojnie cieszyć się Korczakowem.
Po trzech tygodniach i czterech dniach obozu opuściłam (fantastycznie pożegnana) Las i zaczęła się moja Wielka Podróż na CRIA. Ale najpierw krótka wizyta w Czerwieńsku, gdzie pojechałam, żeby zobaczyć się z rodzicami i przepakować („czy w bagażu podręcznym na pewno można przewozić obcinacz do paznokci??”).
26 lipca ruszyłam na podbój Francji! Podróż była długa i zaskakująco skomplikowana: pociąg Zielona Góra – Berlin, bus z Berlina na lotnisko, samolot do Paryża i pięciogodzinna jazda samochodem do Pontmain. Miejsce okazało się przepiękne. XIX-wieczny zamek-klasztor, połączony z kaplicą, otoczony niezwykłym, starym lasem. Całość położona w maleńkiej wiosce z kamiennymi domkami. Ilekroć koło nich przechodziłam, czułam się jak w filmie o francuskiej prowincji.
Pierwsze dwa dni upłynęły nam na przygotowaniu materiałów (identyfikatorów, paczek powitalnych, ale też wielkiego kartonowego tortu, symbolizującego 30 lat konwencji o prawach dziecka) i szkoleniu się z prowadzenia konkretnych zajęć.
Muszę przyznać, że mimo wszystkich starannych ustaleń nie byłam przygotowana na to, jak naprawdę wygląda forum, bo jest to wydarzenie niezwykłe. 140 osób, 25 różnych narodowości, 4 tłumaczki, wiek uczestników od 3 do 72 lat. I 5 bardzo, bardzo intensywnych dni.
Założeniem całego forum jest dostarczenie uczestnikom wiedzy, materiałów i kontaktów potrzebnych, by działać na rzecz praw dzieci i człowieka. Hasło tegorocznego CRIA to „Children as Human Rights Defenders” (Dzieci jako obrońcy praw człowieka) i wokół niego zorganizowano wszystkie zajęcia. Łączył je także wspólny motyw metaforycznej podróży statkiem.
A zajęć było kilka typów: warsztaty, praca w małych grupach („nest groups”), spotkania całego forum („together time”), poranna medytacja dla chętnych i program wieczorny.
W grupach uczestnicy poznawali różne aspekty pracy na rzecz praw człowieka. Chodziło o wspólne wypracowanie odpowiedzi na pytania: czym są prawa człowieka, co staje na przeszkodzie w ich realizacji, jak ich bronić oraz jak o nich edukować. Zagadnienia były takie same dla każdej grupy wiekowej, różniły się tylko metody pracy (u Advocados było zdecydowanie więcej kredek, naklejek i plasteliny).
Spotkania całego forum miały na celu podsumowanie pracy w grupach i zaprezentowanie innym efektów swojej pracy. Tutaj też odwoływaliśmy się do metafory statku: pierwszego dnia poznawaliśmy załogę, potem przyglądaliśmy się przeszkodom napotykanym w naszej podróży (w postaci góry lodowej), dowiadywaliśmy się, jak sprostać tym przeszkodom (rozwaliliśmy górę lodową!), a na koniec wyznaczaliśmy dalsze kierunki naszej drogi, by nie skończyła się wraz z końcem forum.
Warsztaty skupiały się na konkretnych obszarach pracy w ramach walki o prawa człowieka. Ja zapisałam się na zajęcia o praktycznych aspektach edukacji o prawach dziecka i człowieka, gdzie wspólnie projektowaliśmy zajęcia temu poświęcone. Do wyboru było jeszcze pięć innych warsztatów, w tym jak przeprowadzić kampanię społecznościową, jak przygotować film edukacyjny, czy jak wykorzystać media społecznościowe do działań na rzecz praw człowieka.
Po każdym intensywnym wysiłku intelektualnym należy się odpoczynek i temu też służył program wieczorny. Współtworzyłam go razem z przesympatycznym Shawnem z Austalii. Były gry integracyjne (nasza gra w klaskanie zawędrowała do Francji!), impreza taneczna i wieczór talentów. Nieskromnie stwierdzę, że wszyscy bardzo dobrze się na nich bawili.
W trakcie forum mieliśmy też okazję wystąpić w roli edukatorów o prawach dziecka, ponieważ pojechaliśmy na górę Św. Michała, by porozmawiać o nich z turystami. Wiedza turystów okazała się rozczarowująca (tym bardziej tego typu akcje są potrzebne), ale sama w sobie góra była zachwycająca. Wyjątkowo piękne miejsce, miasteczko i kościół wykute w skale, która dwa razy dziennie jest odcięta od lądu z powodu pływów morza.
5 dni minęło bardzo szybko, ale ilości nowych doświadczeń i wrażeń wystarczyłoby na miesiąc. Batia i Avi mieli rację, atmosfera CRIA przypomina trochę atmosferę Korczakowa. Oba te miejsca tworzą ludzie, ich życzliwość, otwartość na innych i mnóstwo dobrych pomysłów. Poznałam na forum Christophera – jedenastolatka, który cztery lata temu zaczął zbierać pieniądze dla biednego chłopaka z Haiti, który mieszkał na wysypisku śmieci. Z pomocą swojej mamy stworzył kampanię, dzięki której ufundowano temu chłopakowi nowy dom i edukację (kampania działa dalej, by pomagać innym potrzebującym dzieciom; polecam zajrzeć na profil Christophera na Facebooku, pod nazwą „UrNevertoo Young”). Poznałam nastolatków z Paryża, którzy chcą stworzyć samorząd młodzieży w swojej dzielnicy, bo nie podoba im się, że władze lokalne zajmują się tylko problemami dorosłych. Dziewczyny z Palestyny, które lubią tańczyć i plotkować jak każde nastolatki, ale muszą codziennie walczyć o swoje prawa do bezpieczeństwa i nauki, które są im odebrane z powodu konfliktu zbrojnego z Izraelem. Chłopaków z plemion z Australii, którzy zostali siłą odebrani od swoich rodzin i tym samym oderwani od swoich rdzennych, plemiennych korzeni i którzy na nowo uczą się swojej historii i tradycji w sierocińcu. Młodą psycholożkę z Indii, która pracuje z dziećmi w trudnych sytuacjach materialnych i która bardzo chciałaby przyjechać do Korczakowa. Oraz setkę innych osób, każda ze swoją historią i pomysłami, razem tworzących niezwykłą grupę , które chcą coś zdziałać, coś zmienić, które „nie zostawiają świata takim, jakim jest”.
Co w tym wszystkim robiłam ja (poza objadaniem się niewyobrażalnymi ilościami francuskich serów)? Zdobywałam nowe doświadczenia, rozmawiałam, uczyłam się (o prawach człowieka, ale też kilku słów po francusku), uczyłam innych (o prawach dziecka i Korczaku, ale też kilku słów po polsku – spróbujcie nauczyć obcokrajowca powiedzieć „gwóźdź”, zabawa gwarantowana). Intensywnie reklamowałam też Korczakowo, które wzbudzało spore zainteresowanie. Z narad oraz forum przywiozłam bardzo dużo nowych pomysłów, część z nich wprowadziliśmy już w życie na tegorocznym obozie (np. warsztaty prowadzone przez uczestników, dzień przyjaciela). Inne planujemy dopracować i wykorzystać w przyszłości (wieczór talentów będzie wyglądał wspaniale w Amfikorze!). Kilka naszych rozwiązań zawiozłam też do Francji, na CRIA była więc iskierka, nasze zabawy integracyjne, księga podziękowań, pocztówki, poczta i inne metody Korczaka.
Wierzę mocno, że na tym wydarzeniu współpraca się nie zakończy i Korczakowo będzie miało szansę jeszcze wiele razy zaprezentować się za granicą. A może nawet doczekamy się turnusu międzynarodowego? Zobaczymy. Jak powiedział Korczak: „Dumne miejcie zamiary, górne miejcie marzenia […]. Coś z tego zawsze się stanie!”
Z Korczakowskim pozdrowieniem i francuskim merci
Gazela
Po więcej informacji o CRIA i organizacji, która tworzy forum, można zajrzeć na stronę: https://fr.iofc.org/child-rights-action . Można też pisać do mnie (fb Anna Rutkowska, lub mejl: anna.amabilis@gmail.com), chętnie opowiem więcej.
Ze smutkiem zawiadamiamy, że odeszła Przyjaciółka Korczakowa, wybitny Korczakowiec, pedagog, honorowa przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka, Dama Orderu Uśmiechu,
Prof. Jadwiga Bińczycka.
Dziękujemy, kochana Druhno, za wspólne spotkania w korczakowskim kręgu, za długie, ubogacające rozmowy, serdeczny uśmiech i zawsze ciepły uścisk dłoni.
Dziękujemy za cenną naukę, zawsze dobre rady, wspólne przedsięwzięcia, widowiska, konferencje, które tak wiele dobrego wniosły w nasze życie, a przede wszystkim w pracę na rzecz dzieci.
Wierzymy głęboko, że spotka się Druhna z naszym ukochanym Szefem, druhem Jerzym Zgodzińskim, by wspólnie czuwać nad naszym korczakowskim niebem.
„Przy innym ogniu, w inną noc do zobaczenia znów”.
Drodzy Przyjaciele,
z okazji świąt Wielkiej Nocy życzymy radości i ciepła w gronie najbliższych, czasu na spokojną rozmowę, pogody na świąteczny spacer, apetytu (i umiaru!) przy stole, chwil wytchnienia od codziennego biegu.
Koło Przyjaciół Korczakowa

Drodzy Korczakowcy,
każdy z nas wie, że czas płynie nieubłaganie. Za niedługo minie 5 lat, jak nie ma z nami Szefa, 55 lat, jak istnieją Korczakowcy i 50 lat Korczakowa. Uznaliśmy, że tym rocznicom należy się coś wyjątkowego.
Dlatego powstanie książka o Naszym Domu. Będzie to zbiór korczakowskich historii, których każdy z nas doświadczył, które na nas wpłynęły; wyjątkowych chwil spędzonych w Korczakowie, łączących się z Szefem i innymi osobami związanymi z obozem, dzięki którym jesteśmy, kim jesteśmy. Jeśli każde z nas napisze jedno wspomnienie, powstanie z tego obfity zbiór – ważny krok w stronę opisania naszej pięknej, korczakowskiej historii.
Teksty powinny dotyczyć albo konkretnego wydarzenia, albo ogólnej refleksji związanej z Szefem i Korczakowem. Może być poważnie i refleksyjnie, może być zabawnie. Może być krótko, może być długo.
Pomocne mogą okazać się odpowiedzi na przykładowe pytania:
-z czym kojarzy Ci się Korczakowo?,
-co Ci dało?,
-jakie melodie Ci przypomina? Jakie słowa?
-co najgłębiej zapadło Ci w pamięć?,
-co wzbudzało Twoje największe emocje?
Także jeśli macie ciekawe zdjęcia związane z historią Korczakowców, podzielcie się nimi!
Przysyłajcie teksty na adres m.kozien@korczakowo.org. Tam też kierujcie wszelkie pytania i wątpliwości.
Termin nadsyłania tekstów to koniec kwietnia 2019 roku.
Oczywiście zastrzegamy sobie prawo do ostatecznej redakcji tekstów, w tym m. in. skracania. Ma to na celu dbałość o całościowy kształt książki. Prosimy również, żeby przesłane teksty były podpisane imieniem i nazwiskiem i/lub pseudonimem. W związku z ochroną danych osobowych każda osoba przysyłająca swoje wspomnienie wyraża jednocześnie zgodę na umieszczenie tych danych w książce.
Jesteśmy przekonani, że z entuzjazmem podejdziecie do pomysłu i razem stworzymy tę książkę.
Pozdrawiamy i czekamy na Wasze wspomnienia,
Michał „Młody” Kozień i Andrzej Sibilski
Jednym z najbardziej znanych cytatów z Janusza Korczaka jest ten, w którym mowa, by „nie zostawiać świata, jakim jest”. Zgadzamy się z tym w 100%!
Dlatego nasze stowarzyszenie organizuje konkurs dla młodych ludzi w wieku od 13 do 17 lat, którzy jako wolontariusze działają na rzecz innych osób, innych istot i swojego otoczenia.
Zgłaszać kandydatów mogą wszystkie placówki im. Janusza Korczaka.
Nagrodą jest przyjazd na turnus do Korczakowa. Zwycięzcę wyłonią w głosowaniu członkowie Koła Przyjaciół Korczakowa.
Adres kontaktowy: nagroda@korczakowo.org
Tutaj można znaleźć Regulamin i Formularz zgłoszeniowy:
12 marca Szef skończyłby 80 lat. Korczakowcy postanowili spotkać się w Czarnkowie 2 dni wcześniej, żeby pobyć razem, powspominać, zaśpiewać „Ogniobranie”.
„Przy innym ogniu, w inną noc do zobaczenia znów…”

Bądźmy razem w ten dzień.
Bez Korczaka nie byłoby Korczakowa, to oczywiste. Gdyby nie Henryk Goldszmit, bo tak naprawdę nazywał się Janusz Korczak, nie wiedzielibyśmy, „Jak kochać dziecko”*, bez względu na to, czy chodzi o „Dziecko salonu”, czy „Dzieci ulicy”. Nie znalibyśmy „Mośków, Josków i Sruli”, ani „Józków, Jaśków i Franków”. Korczak pisał o „Królu Maciusiu Pierwszym”, „Kajtusiu Czarodzieju” i „Bankructwie małego Dżeka”. Ale tak naprawdę pisał o „Prawie dziecka do szacunku”.
Chcielibyśmy przybliżyć Wam twórczość Starego Doktora. Wybraliśmy cytaty z jego twórczości i będziemy je publikować wraz z naszym skromnym komentarzem, żeby Was zachęcić do samodzielnej lektury Korczaka.
Ale pamiętajcie! – sam Korczak w „Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie” napisał: „Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania”.
* „Jak kochać dziecko” i następne to tytuły dzieł Janusza Korczaka
Wycinek czterdziesty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Kolonie letnie, 1929
To jeden z najzłośliwszych błędów sądzić, że pedagogika jest nauką o dziecku, a nie o – człowieku.
Komentarz:
Taka refleksja Starego Doktora wynika z uznania dziecka za pełnoprawnego człowieka, znajdującego się na wcześniejszym etapie życia niż tak zwani dorośli. Korczak jako jeden z pierwszych na świecie z całą mocą i przekonaniem podkreślał, że dziecko to przecież człowiek, tylko że mały, z mniejszym bagażem doświadczeń, mniejszym zasobem wiedzy, mniejszą ilością kompetencji. Dziś jest to wiedza niby powszechna, usankcjonowana prawnie, ale czy na pewno wszyscy i zawsze odnoszą się do dzieci, szanując ich podmiotowość? Dużo się w tej sferze zmienia, ale sporo mamy jeszcze do zrobienia…
Komentarz Młodego rodzica:
Nawet najmłodszy człowiek – choćby taki kilkutygodniowy – to człowiek. Gdy tak się na niego spojrzy, łatwiej zrozumieć jego zachowanie. Zrozumiałym się staje choćby płacz, który jest jedyną dostępną formą wyrażania strachu, gniewu, smutku, niezadowolenia, dyskomfortu, bólu, zmęczenia… Mały człowiek wyraża siebie poprzez dostępne sobie środki.
Wycinek trzydziesty dziewiąty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Kolonie letnie, 1929
Bądź sobą – szukaj własnej drogi. Poznaj siebie, zanim zechcesz dzieci poznać. Zdaj sobie sprawę z tego, do czego sam jesteś zdolny, zanim dzieciom poczniesz wykreślać zakres ich praw i obowiązków. Ze wszystkich sam jesteś dzieckiem, które musisz poznać, wychować i wykształcić przede wszystkim.
Komentarz: Korczak nieustannie mnie zadziwia i zaskakuje swoją przenikliwością i mądrością. To, czego dziś uczą się pedagodzy, psycholodzy, psychoterapeuci, Doktor wiedział już sto lat temu. Że najpierw musisz poznać własne motywacje, określić cele, rozpoznać lęki czy traumy, jednym słowem – musisz poznać i wyregulować siebie, by odpowiedzialnie i bezpiecznie pracować z wychowankiem, podopiecznym, pacjentem.
Wycinek trzydziesty ósmy
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Wzrost jest pracą, ciężką pracą ustroju, a warunki życia nie złożą jej w ofierze ani jednej szkolnej godziny, ni jednego dnia fabrycznego. A jak często przebiega jako stan bliski choroby, bo przedwczesny, bo zbyt nagły, bo z uchyleniem od normy.
Komentarz: Dojrzewanie jest trudne. Jak łatwo nam oceniać, że to zła wola, lenistwo, ośli upór, złośliwość i przekora. Ale ile w tym intencji, a ile biologii, hormonów, neuronów, braku harmonii i równowagi między dojrzewającymi sferami?
Wycinek trzydziesty siódmy
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Jeśli zjawiska pewne wywołują panikę wśród młodzieży, rażąc boleśnie, zbierając bogate żniwo ofiar, łamiąc szeregi i niosąc zniszczenie, to nie, że tak być musi, ale że tak się dzieje w dzisiejszych warunkach socjalnych, że wszystko sprzyja takiemu przebiegowi tego ułamka życiowej orbity.
Komentarz: Czy nastolatkowie muszą popełniać samobójstwa? Czy muszą być przepracowani? Mieć problem z komunikacją, rozwiązywaniem konfliktów, relacjami? Te problemy nie biorą się znikąd. Wcześniej ich nie było, ktoś powie. I będzie mieć rację. Bo świat się zmienił i nie cofnie się (oby!) do etapu sprzed komputerów, telefonów i internetu.
Jak pomóc młodym odnaleźć się w świecie pełnym presji, bodźców, informacji, by umieli wyznaczyć swoją drogę, by zdołali określić, co dla nich ważne , za czym podążać, a co odrzucić…?
To, co możemy im dać najcenniejszego i o co tak trudno, to nasz czas. Czas i uwagę.
Wycinek trzydziesty szósty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Nie ma słupów granicznych między okresami życia, my je stawiamy tak, jak pomalowaliśmy mapę świata na różne kolory, ustawiwszy sztuczne granice państw, zmieniając je co lat kilka.
Komentarz: Dlaczego młodzi nie są słuchani w sprawie reform edukacji? Albo dlaczego nie pyta się ich o „sprawy dorosłych”, skoro za niedługo będą ich dotyczyć? Czy dorosłość jest zero-jedynkowa, czy można być trochę dorosłym? Doświadczony 16-latek jest mądrzejszy od niejednego 20-latka. Dlaczego osobom poniżej dzień przed 18 urodzinami odmawia się prawa głosu, a już dzień po się go od nich wymaga? Czy to uczciwe? Czy to rozsądne?
Są małe symptomy zmian, ale pewnie niewiele wnoszące póki co, jak choćby istniejące przy niektórych samorządach Młodzieżowe Rady Miasta albo udział w głosowaniu na Budżet Obywatelski osób poniżej 18 roku życia. Krok w dobrym kierunku.
Ale reforma edukacji to sprawa polityczna, nawet nauczycieli się nie pyta o zdanie, rządzący wiedza lepiej, a nawet najlepiej…
Wycinek trzydziesty piąty*
* Wycinek jest rozwinięciem poprzedniego
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Czy można?
Nie pozwalają, bo grzech, bo niezdrowo, bo nieładnie, bo jest za małe, bo nie pozwalają, i koniec. I tu są sprawy wątpliwe i zawiłe. Czasem coś jest niezdrowo, gdy mama zła, czasem i małemu pozwolą, gdy ojciec w dobrym humorze lub przy gościach.
– Dlaczego zabraniają, co by im szkodziło?
Szczęście, że zalecana przez teorię konsekwencja w praktyce jest niewykonalna. Bo jakże, chcecie dziecko wprowadzić w życie w przeświadczeniu, że wszystko jest słuszne, sprawiedliwe, rozumnie umotywowane i niezmienne? W teorii wychowania zapominamy, że winniśmy uczyć dziecko nie tylko cenić prawdę, ale i rozpoznawać kłamstwo, nie tylko kochać, ale i nienawidzieć, nie tylko szanować, ale i pogardzać, nie tylko godzić się, ale i oburzać, nie tylko ulegać, ale i buntować się.
Komentarz 1 (tak! Powyższy wycinek wzbudził w nas różne przemyślenia, dlatego napisaliśmy do niego dwa komentarze)
Korczak – często bardzo przenikliwy, czasami kontrowersyjny. Czy faktycznie powinniśmy uczyć dzieci nienawidzieć? Oburzać się i buntować na pewno, żeby nie wychowywać bezmyślnych konformistów. Ale pogardzać? Na pewno nie drugim człowiekiem.
Może Stary Doktor pisząc tak mocne tezy, prowokuje i zachęca do samodzielnego namysłu? Często marzymy o żelaznej konsekwencji wobec dzieci, a sami nie lubimy, gdy wobec nas nie dopuszcza się ustępstw.
(Michał „Młody” Kozień)
Komentarz 2
Bardzo ciekawy wycinek! Zastanawiałam się nad kontrowersyjnością, bo jakoś mam zaufanie do Korczaka. I zobaczyłam, że przecież trzeba nienawidzić zło, kłamstwo, itp., więc trzeba się tego nauczyć. Żeby reagować. Podobnie z pogardą – nie wobec człowieka, ale wobec jego złych wyborów, żeby umieć je odrzucić. Bardzo ciekawe i inspirujące. Korczak chce przygotować dziecko do życia, jakie jest i dać mu wszelkie narzędzia. Chyba rzecz w słowach, zwięzłych i krótkich. A dziś staramy się wyrażać bardzo poprawnie, by nie ranić, nie nadużyć, nie przekroczyć… I nie mówimy wprost. Ech, długo by pisać…
W każdym razie mnie aż tak tekst nie bulwersuje.
(dh. Ata)
Wycinek trzydziesty czwarty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Czy można?
Nie pozwalają, bo grzech, bo niezdrowo, bo nieładnie, bo jest za małe, bo nie pozwalają, i koniec.
I tu są sprawy wątpliwe i zawiłe. Czasem coś jest niezdrowo, gdy mama zła, czasem i małemu pozwolą, gdy ojciec w dobrym humorze lub przy gościach.
Komentarz:
Tak jest i trzeba to zaakceptować. Gdy rodzic jest w dobrym humorze, pozwala na więcej. Gdy w złym – bywa bardziej surowy i zasadniczy. Tak samo jest z nauczycielem, wychowawcą. Także z przełożonym w pracy.
Powinniśmy zawsze być sprawiedliwi i precyzyjnie ważyć słowa i myśli, ale jesteśmy tylko ludźmi, więc popełniamy błędy. Dobrze jednak mieć świadomość, jaki mętlik w głowie dziecka może powstać, gdy raz jedno zachowanie jest dobre, a raz złe.
Wycinek trzydziesty trzeci
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Szacunek to uczucie tak złożone, że dziecko zrzeka się własnej decyzji, zdaje się na doświadczenie starszych.
Komentarz:
Słowa Korczaka o dzieciach. Czy gdyby je przenieść na dorosłych, to stracą sens? Jeśli szacunek to postawa zaufania do wiedzy i kompetencji innych, mądrzejszych, „starszych” – wtedy każdy z nas jest dzieckiem. Zrzekamy się swojego prawa do dochodzenia prawdy na rzecz zaufania wobec autorytetu. Wykazujemy się bezradnością wobec świata, licząc na to, że ktoś za nas podejmie lepszą decyzję, pójdzie słuszniejszą drogą.
Wycinek trzydziesty drugi
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Widzimy dzieci w burzliwych przejawach radości i smutku, gdy się różnią od nas, nie dostrzegamy pogodnych nastrojów, cichych zadumań, głębokich wzruszeń, bolesnych zdziwień, jątrzących podejrzeń i upokarzających wątpliwości, w których są do nas podobne. „Prawdziwym” jest nie tylko dziecko skaczące na jednej nodze, ale i roztrząsające tajemnice przedziwnej bajki życia. Należy tylko wyłączyć naprawdę „sztuczne” dzieci, które na pokaz powtarzają frazesy, wyuczone lub pochwycone od dorosłych. Dziecko nie może myśleć „jak dorosły”, ale może dziecięco zastanawiać się nad poważnymi zagadnieniami dorosłych, brak wiedzy i doświadczenia zmusza je, by inaczej myślało.
Komentarz:
Często postrzegamy dzieci schematycznie, korzystając z szablonu. Przecież mówimy o kimś, że cieszy się jak dziecko albo że marudzi jak dzidzia. Czy w postrzeganiu dzieci nie umykają nam niuanse, ich ważne spostrzeżenia, ich ogląd świata, ich refleksja nad tym, co nas spotyka, otacza, dotyka? Widzą inaczej niż my, często dla nas zaskakująco, ale jakże mądrze i ciekawie. Warto z nimi rozmawiać, by zobaczyć świat ich oczami, inaczej, świeżo, bez filtra doświadczeń, może odkrywczo.
Wycinek trzydziesty pierwszy
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
W morzu są ryby, które połykają ludzi. Czy te ryby są większe od okrętu? Czy jak połknie człowieka, on się udusi, a jeżeli połknie świętego? Co one jedzą, jak się żaden okręt nie rozbije? Czy taką rybę można złapać? Jak mogą żyć w morzu zwyczajne ryby? Dlaczego nie wyłowią tych ryb? Czy ich jest dużo, czy milion? Czy z takiej ryby można zrobić łodkę? Czy to są przedpotopowe ryby? Pszczoły mają krolową, a dlaczego króla nie mają, czy on umarł? Jeżeli ptaki wiedzą, ktorędy lecieć do Afryki, one są mądrzejsze od ludzi, bo się nie uczyły. Dlaczego się nazywa stonoga, jeżeli nie ma stu nóg, a ile ma naprawdę? Czy wszystkie lisy są chytre, czy się nie mogą poprawić, dlaczego są takie? Jeżeli ktoś męczy i bije psa, to on także wierny? A dlaczego nie można patrzeć, jak pies wskakuje na psa? Czy wypchane zwierzęta żyły, czy człowieka można wypchać? Czy ślimakowi jest bardzo niewygodnie, czy, jak go wyjąć, umrze, dlaczego taki mokry, czy on jest ryba, czy rozumie, jak mowić: „Ślimak, wystaw rogi”? Dlaczego ryby mają zimną krew? Dlaczego żmiję nie boli, jak zmienia skorę? O czym mrówki rozmawiają ze sobą? Dlaczego człowiek umiera, a zwierzęta zdychają? Jeżeli pająkowi zepsuć pajęczynę, czy zdechnie, skąd weźmie nitkę, żeby zrobić drugą pajęczynę? Jak z jajka może się zrodzić kura, czy trzeba jajko zakopać w ziemię? Struś je kamienie i żelazo, czym on robi ę-ę? Skąd wielbłąd wie, na ile dni ma zrobić zapas wody?
Komentarz:
Policzono, że przedszkolak zadaje średnio nawet ponad 400 pytań dziennie. W ten sposób uczy się świata. Te dziecięce pytania nas irytują, bawią, nudzą. Ale czy na wszystkie znamy odpowiedź?
Wycinek trzydziesty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Ulegamy złudzeniu, że dziecko długo zadowolić się może anielskim światopoglądem, gdzie wszystko jest proste i dobrotliwie rozumne, że zdołamy ukryć przed nim niewiedzę, słabość, sprzeczności, nasze porażki i upadki – i brak formuły szczęścia. Naiwny jest przepis samouczków pedagogicznych, by wychowywać dzieci konsekwentnie, by ojciec nie krytykował czynów matki, by dorośli nie rozmawiali przy dzieciach, by służąca nie kłamała, że „państwa nie ma w domu”, gdy dzwoni niepożądany gość.
Komentarz:
Dzieci to ludzie. Ale dorośli też! Mamy swoje wady, czasem dajemy ponieść się emocjom, bywamy niesprawiedliwi. Nasza wiedza jest ograniczona, przez co nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania – pewnie epidemiczna edukacja domowa niejednokrotnie trafnie obnażyła nasze braki…
Dziecko przede wszystkim uczy się przez przykład.
Wycinek dwudziesty dziewiąty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Wychowawca, który nie wtłacza, a wyzwala, nie ciągnie, a wznosi, nie ugniata, a kształtuje, nie dyktuje, a uczy, nie żąda, a zapytuje, przeżyje wraz z dzieckiem wiele natchnionych chwil, łzawym wzrokiem nieraz patrzeć będzie na walkę anioła z szatanem, gdzie biały anioł triumf odnosi.
Komentarz:
Zdarza się Korczakowi popadać w patos. Niekiedy to sprawia, że trudno się go czyta. Jednak w tych słowach kryje się prosty przekaz: Stary Doktor apeluje o wychowawcę, który jest przewodnikiem, nie nadzorcą z batem. Tylko ten pierwszy może oglądać rozwój podopiecznego. Drugi – co najwyżej zobaczy skuteczność swojej tresury.
PS Tym wycinkiem kończymy nasz cykl przed obozem. Cała energia idzie w przygotowania Korczakowa Online. Wycinki wrócą!
Wycinek dwudziesty ósmy
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dusza dziecka jest równie złożona jak nasza, pełna podobnych sprzeczności, tragicznie zmagająca się w odwiecznym: pragnę, ale nie mogę, wiem, że należy, ale nie podołam.
Komentarz:
Boję się zmiany pracy. Boję się prowadzić samochód w wielkim mieście. Powinienem pójść do lekarza, ale się boję. Powinnam z nią porozmawiać, ale się boję. Powinienem to zrobić, ale nie dam rady…
Boję się nowej szkoły, nikogo tam nie znam. Chcę jeździć na rowerze, ale to jest straszne, bo gdy się wywrócę, to boli. Ząb mnie boli, ale nie chcę iść do pana doktora, bo tam jest strasznie. Mam porozmawiać z Maćkiem, ale się boję, on jest na mnie zły. Jestem już duży, powinienem pojechać na wakacje sam, bez rodziców, ale to dla mnie za dużo.
Wycinek dwudziesty siódmy
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dorośli kłamią. To kłamstwo, że od cukierków robią się robaki, a jak nie jeść, to się Cyganie śnią, a jak się ogniem bawić, to się ryby łowi, a jak się nogami buja, to się diabła kołysze. Oni nie dotrzymują słowa: obiecują, potem zapominają albo się wykręcają, albo niby za karę nie pozwalają, i tak by nie pozwolili przecież.
Każą mówić prawdę, a jak powiedzieć, to się obrażają. Oni są fałszywi: w oczy mówią co innego, za oczy co innego. Jak kogoś nie lubią, udają, że lubią. Ciągle tylko: „Proszę, dziękuję, przepraszam, kłaniam się”, myślałby kto, że naprawdę.
Komentarz:
Czy dorośli wiedzą, że kłamią? Czasem dobrze posłuchac dziecka, ono jeszcze nie umie lawirować, manipulować, wykorzystywać. Jest szczere, czasem do bólu. I naiwne. Przyjmuje to, co wie od dorosłego. Świat jest czarno – biały. Albo albo. A dorośli? Używają kłamstwa, by wychowywać „na skróty”, by uzyskać natychmiastowy skutek, by nie musieć zawile argumentować i uzasadniać, jeśli czegoś żądają czy zakazują. Lenistwo, wygodnictwo, pośpiech i bezmyślność. A przecież dziecko dla swego dobrego rozwoju potrzebuje być traktowane serio. Dorosły ma mu tłumaczyć świat, a nie nim straszyć.
Dlatego lepiej nie straszyć Babą Jagą, która dziecko zabierze, gdy to nie zje obiadu, albo grozić, że gdy zje się ogryzek z jabłka, to w brzuchu wyrośnie drzewo. Bo co gdy dziecko spróbuje i nic złego się nie stanie? Stracimy na wiarygodności lub, co gorsza, wyjdziemy na kłamców, którym nie powinno się ufać.
Wycinek dwudziesty szósty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dorośli nie wiedzą wszystkiego: często odpowiadają, aby zbyć, albo żartem, albo nie można zrozumieć, jeden mówi tak drugi inaczej i nie wiadomo, kto mówi prawdę. Ile jest gwiazd? Jak będzie po murzyńsku kajet? Jak człowiek zasypia? Czy woda żyje i skąd wie, że jest zero ciepła, że ma się z niej zrobić lód? Gdzie jest piekło?
Komentarz:
Uwagę czytelnika powinno zwrócić w powyższym fragmencie jedno zdanie: „Jak będzie po murzyńsku kajet?”. Dzisiaj tak byśmy nie powiedzieli. Przed stoma laty tak mówiono. Nie tylko Korczak, też choćby Kornel Makuszyński ustami Koziołka Matołka. Czy to znaczy, że i Korczak, i Makuszyński się zestarzeli? Czy mamy ich nie czytać? Moim zdaniem nie. Wręcz przeciwnie – czytać i pokazywać, jak zmienił się świat. Sądzę, że Korczakowi mogłoby się to spodobać, bo nie byłaby to bezmyślna odtwórcza lektura, lecz jego tekst stałby się przyczynkiem do zastanowienia i rozmowy.
Wycinek dwudziesty piąty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dorośli nie są mądrzy, nie umieją korzystać ze swobody, którą mają. Tacy szczęśliwi, wszystko mogą kupić, wszystko im wolno, a zawsze się o coś złoszczą, o byle co krzyczą.
Komentarz:
Komentarz wydaje się zbędny – szczególnie teraz.
Wycinek dwudziesty czwarty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Osobne miejsce zajmują zabawy, których celem wypróbowanie sił, poznanie swej wartości, a to da się tylko osiągnąć przez porównanie z innymi.
Więc kto stawia większe kroki, ile kroków przejdzie z zamkniętymi oczami, kto dłużej stać będzie na jednej nodze, nie mrugnie oczami, nie roześmieje się, patrząc w oczy, kto może dłużej nie oddychać? Kto głośniej krzyknie, dalej plunie, wyżej puści strumień uryny lub rzuci kamień? Kto skoczy z większej liczby schodków, wyżej i dalej, dłużej wytrzyma bol ściskanego palca? Kto prędzej dobiegnie do mety, kto kogo podniesie, przeciągnie, przewróci?
– Ja mogę. Ja umiem. Ja wiem. Ja mam.
– Ja mogę lepiej. Wiem więcej. Moje lepsze.
A potem:
– Moja mama i ojciec mogą, mają.
W ten sposób zyskuje się poważanie, zajmuje odpowiednie stanowisko we własnym środowisku. A pamiętać należy, że pomyślność dziecka nie zależy wyłącznie od tego, jak je cenią dorośli, ale w równym, a może większym stopniu zależna jest od opinii rówieśników, którzy mają inne, tym niemniej trwałe zasady w ocenie wartości i udzielaniu praw członkom swego społeczeństwa.
Pięcioletnie może być dopuszczone do towarzystwa ośmioletnich, a te mogą być tolerowane przez dziesięcioletnie, które już same chodzą po ulicy, mają piórnik na kluczyk i notes. Taki starszy o dwie klasy wiele wyjaśni wątpliwości, za poł ciastka lub za darmo, wtajemniczy, wykształci.
Komentarz:
Rówieśnicy to środowisko niezbędne w rozwoju dziecka. Są jak lustro, gdzie można się przejrzeć, ocenić swoje możliwości, umiejętności, cechy na tle innych. Budować poczucie własnej tożsamości. To poligon ćwiczeń nad i ze sobą. Często szkoła życia, nie zawsze łatwa, kiedy dziecko czuje, że w czymś odstaje czy nie daje rady. Albo rówieśnicy bez ogródek wytykają niedostatki. Są dzieci, które takiej rywalizacji czy porównywania możliwości unikają w obawie przed spodziewaną porażką. Na wszelki wypadek, by nie odczuć przykrości, zawodu, żalu. Stoją z boku. A przecież w każdym drzemią talenty, szczególne cechy, które stanowią o jego sile i wyjątkowości.
Korczakowo to miejsce odkrywania i rozwijania swoich pasji, uzdolnień, zainteresowań. Rolą wychowawcy jest zachęcić, zmotywować, wesprzeć w poszukiwaniach. Przecież nie każdy fantastycznie śpiewa albo genialnie czuje się na scenie. Ale może przygotować świetną scenografię albo z gęstwiny kabelków stworzyć niezawodną instalację do realizacji koncertu. Albo przybijając gwoździe pod okiem Bosmana uratować chylący się ku upadkowi pomost w porcie.
Każdy jest inny, każdy jest ważny, każdy jest potrzebny.
Wycinek dwudziesty trzeci
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Niechętnie widziane bywają przez nas niektóre zabawy, dociekania i próby. Dziecko chodzi na czworakach i szczeka, by się przekonać, jak radzą sobie zwierzęta, udaje kulawego, starca zgarbionego, zezuje, jąka się, zatacza jak pijany, naśladuje widzianego na ulicy wariata, chodzi z zamkniętymi oczami (niewidomy), zatyka uszy (głuchy), kładzie się nieruchomo i wstrzymuje oddech (umarły), patrzy przez okulary, pociąga papierosa, w tajemnicy nakręca zegarek, obrywa musze skrzydła: jak ona będzie latała, magnesem chwyta stalówkę, ogląda uszy (co tam za bębenki), gardło (co tam za migdały), proponuje dziewczynce zabawę w doktora w nadziei, że zobaczy, jak tam jest u niej, biegnie ze szkłem palącym na słońce, słucha, co w muszli szumi, uderza krzemieniem o krzemień.
Wszystko, o czym się może przekonać, chce widzieć, sprawdzić, doświadczyć; i tak pozostaje tyle, czemu trzeba wierzyć na słowo.
Powiadają, że jest jeden księżyc, a wszędzie go widać.
– Słuchaj, ja stanę za płotem, a ty stań w ogródku.
Zamknęli furtkę.
– No co, w ogrodzie jest księżyc?
– Jest.
– I tu jest.
Zmienili się miejscami, sprawdzili powtórnie: teraz mają pewność, że „księżyców jest dwa”.
Tym razem komentarze są dwa, bo komentujący z dwóch bardzo odmiennych perspektyw spojrzeli na fragment.
Komentarz 1:
Śmieszne? Na pewno zabawne. My, dorośli, wiemy, że Księżyc jest jeden. Wiemy też, że Ziemia nie jest płaska, a szczepionki nie powodują autyzmu. Niektórzy dorośli twierdzą inaczej. Śmieszne? Trochę tak. Zabawne? Ani trochę.
Komentarz 2:
Dziecko rozwija się, podpatrując dorosłych, naśladując ich, próbując swoich sił w różnych rolach. Bada na własną rękę otaczający świat, eksperymentuje, wyciąga wnioski. Nie zawsze słuszne, ale własne. Tu widać, jak ważna jest rola dorosłego – jego przykład. Nie słowa, pogadanki, wykłady o regułach i zasadach, ale żywy przykład. A druga rzecz – wolność do eksperymentowania, do własnego doświadczenia świata. Przy mądrej, dyskretnej, wspierającej obecności dorosłego.
Wycinek dwudziesty drugi
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Nie mogąc iść bodaj do ogrodu, dziecko tym chętniej odbywa podróże po oceanach i bezludnych wyspach, nie mając nawet psa, który by słuchał, butnie dowodzi pułkiem, nie będąc niczym, pragnie być wszystkim.
Komentarz:
Siła dziecięcej wyobraźni jest ogromna. Rzeczywiście, dziecko, dzięki niej, potrafi zrobić coś z niczego. Patyk jest berłem, pień koniem, dziecko królem. Świat fantazji staje się na chwilę światem realnym, w którym sprawy toczą się naprawdę i rządzą prawdziwe uczucia. Czy dostarczając dziecku ogromną ilość gadżetów, gotowych zabawek, modnych produktów, nie zabijamy w nim potrzeby i zdolności kreacji? Nie hamujemy naturalnej chęci tworzenia i szukania własnych rozwiązań? Nie rozleniwiamy? Warto pomyśleć nad zachowaniem równowagi.
W Korczakowie chyba się to udaje. Nie uciekamy od nowoczesnych technologii, bywają bardzo przydatne, czasem niezbędne, ale dajemy zadania, które wymagają pomysłu, zaangażowania wyobraźni, zastosowania niekonwencjonalnych rozwiązań. Czasem zrobienia „helikoptera z dwóch patyków i szyszki”. Uważamy, że dzieciom to służy.
Wycinek dwudziesty pierwszy
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dziecko przywiązuje się do lalki, szczygła, kwiatka w doniczce, bo nie ma jeszcze nic więcej, więzień lub starzec tak samo się przywiązują, bo już nic nie mają. Dziecko bawi się byle czym, by czas zabić, bo nie wie, co robić, bo nie ma nic innego.
Słyszymy, jak dziewczynka wykłada lalce prawidła dobrego tonu, jak ją poucza i strofuje, ale nie słyszymy, jak w łóżku skarży się przed nią na otoczenie, zwierza się jej szeptem z trosk, niepowodzeń i marzeń.
– Ja ci powiem, lalusiu, tylko nie powtarzaj nikomu.
– Ty dobry, piesku, ja się na ciebie nie gniewam, ty mi nic złego nie zrobiłeś.
Samotność dziecka daje lalce duszę.
To nie raj dziecięcy, a dramat.
Komentarz:
Czy także dziś dziecko jest samotne? Przecież otoczone zabawkami, gadżetami, wożone z zajęć na zajęcia, edukowane i rozwijane, dopieszczane i rozpieszczane, wydaje się być w centrum uwagi dorosłych. Czy jednak troska o jego dobrą przyszłość nie zasłania tu i dziś? Czy spełnianie dziecięcych marzeń i zachcianek nie jest „okupem” za brak czasu, brak rzeczywistej uwagi? Smartfon i tablet zabijają nudę.
Lekiem na samotność jest drugi człowiek. Zarówno u dorosłych, starców, jak i dzieci. Człowiek, który ma czas, z którym można zbudować głębszą relację opartą na wzajemnym poznaniu i zaufaniu. To jest rola opiekuna, rodzica, wychowawcy, także w Korczakowie…
Wycinek dwudziesty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Podkreślam, że każda bezradność, każde zdumienie niewiedzy, błąd w stosowaniu doświadczenia, niefortunna próba naśladownictwa, każda zależność – przypominają dziecko bez względu na wiek. Bez trudu odnajdziemy cechy dziecięce w chorym, starcu, żołnierzu, więźniu. Wieśniak w mieście, mieszczuch na wsi ma zdziwienia dziecka. Profan zadaje dziecinne pytania, parweniusz popełnia nietakty dziecięce.
Komentarz:
Znów o podobieństwach dziecka i dorosłego. Gdy mówimy komuś, że jest jak dziecko, uważamy, że jest naiwny, niepoważny, nie rozumie rzeczywistości. Tymczasem Korczak zdaje się zmieniać perspektywę. Według niego jak dziecko jest każdy ten, który popełni błąd, który jest zależny, który czegoś nie rozumie.
Zdaje się, że według Korczaka każdy z nas ma w sobie dziecko – i nie jest to pusty banał, ale głęboka refleksja o człowieku.
Wycinek dziewiętnasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Spostrzeżenie na ogół prawdziwe: dziecko w wagonie kolei bywa kapryśne, niecierpliwi się posadzone na ławce w ogrodzie, dokuczliwe na wizycie, ulubiona zabawa już w kąt rzucona, na lekcji się wierci, nawet w teatrze nie usiedzi spokojnie.
Zważmy jednak, że podczas podróży jest podniecone i zmęczone, że na ławce je posadzono, że na wizycie jest skrępowane, że zabawkę i towarzysza mu wybrano, do lekcji zmuszono, a rwało się do teatru, bo wierzyło, że przyjemnie czas spędzi. Jak często podobni jesteśmy do dziecka, które przystroiło kota we wstążkę, częstuje go gruszką, daje do oglądania malowanki i dziwi się, że niecnota pragnie się wymknąć taktownie lub zrozpaczony zadrapie.
Komentarz:
Każde zachowanie ma swój kontekst. On często nam umyka; dostrzegamy jedynie, że dane zachowanie nas denerwuje lub jest niestosowne. Co za nim stoi? Dlaczego ten (mały) człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej? Może dzięki obserwacji łatwiej nam będzie zrozumieć. Gdy już jako rodzic czy opiekun zrozumiemy, być może nasza postawa się zmieni – z irytacji na otwartość i chęć wsparcia. Obserwacja jest podwójnie ważna, gdy nie znamy dziecka.
Wycinek osiemnasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Tylko obraz futurysty może dać nam to, czym jest dziecko dla siebie: palce, piąstka, mniej wyraźnie nogi, może brzuch, może nawet i głowa, ale tylko w słabych konturach, jak mapa podbiegunowych okolic.
Jeszcze nieskończona praca, jeszcze odwraca się i przegina, aby zobaczyć, co się z tyłu kryje, przed lustrem studiuje się i na fotografii przygląda, odnajduje to zagłębienie pępka, to wyniosłość własnych brodawek, a już nowa praca: odszukać siebie wśród otoczenia. Mama, ojciec, pan, pani, jedni często się ukazują, drudzy rzadko, pełno tajemniczych postaci, których przeznaczenie jest ciemne, a czyny wątpliwe.
Zaledwie ustaliło, że mama służy do spełniania lub staje w poprzek jego żądaniom, tata przynosi pieniądze, a ciocie – czekoladki, gdy w własnych myślach, gdzieś w sobie, odkrywa nowy, jeszcze dziwniejszy świat niewidzialny.
Dalej, trzeba odszukać siebie w społeczeństwie, siebie w ludzkości, siebie we wszechświecie.
Ot, włosy siwe, praca nieskończona.
Komentarz:
Korczak jako filozof.
Niekończące się dorastanie.
Zdarza nam się mówić, że jesteśmy rozbici. A czy kiedykolwiek stanowimy całość?
Człowiek jest brakiem spójności: między pracą a życiem osobistym, rzeczywistością a marzeniami, miłością a codziennością, chęciami a czynami, aspiracjami a możliwościami.
Między jednostką a społeczeństwem, wolnością a wygodą zniewolenia, podmiotowością a przedmiotowością, samotnością a wspólnotą, samotnym wspinaniem a masowym biegiem.
Nie ma dzieci, są ludzie.
Wycinek siedemnasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższą jest radość pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania. […]
Zapytuję: dlaczego [dziecko] chce samo trzymać szklankę, gdy pije, i żeby matka zupełnie nie dotykała ręką, dlaczego jeść już nie chce, ale je, bo mu pozwolono czerpać samemu łyżką. Dlaczego radośnie gasi zapałkę, wlecze pantofle ojca, niesie podnóżek dla babci? Naśladownictwo? Nie, coś znacznie większego i cenniejszego.
– Ja sam! – krzyczy tysiąc razy gestem, wzrokiem, śmiechem, błaganiem, gniewem, łzami. […]
Czy widzieliście, jak niemowlę długo, cierpliwie, z znieruchomiałą twarzą, uchylonymi ustami i skupieniem w oczach wkłada i zdejmuje pończochę albo pantofel? To ani zabawa, ani naśladownictwo, ani bezmyślne zbijanie bąkow, a praca.
Komentarz:
Trafnie tu Korczak ujął spostrzeżenie o potrzebie samodzielności, o tym, że dla dziecka często wyzwaniem i szansą na rozwój jest wykonywanie nawet najprostszych dla dorosłych czynności.
Samodzielne wykonanie zadania daje ogromną satysfakcję. To ona stanowi motywację do podejmowania dalszych starań, do dalszej pracy. Czy nie tak działa to też u dorosłych? Przecież nie pracujemy tylko dla albo z powodu pieniędzy?
Wycinek szesnasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Więc na wszystko pozwalać? Przenigdy: z nudzącego się niewolnika zrobimy znudzonego tyrana. Zabraniając, hartujemy bądź co bądź wolę, bodaj w kierunku hamowania się i zrzekania tylko, rozwijamy wynalazczość w działaniu na ciasnym terenie, umiejętność wyślizgiwania się spod kontroli, budzimy krytycyzm.
Komentarz:
Dziecko potrzebuje jasnych reguł, wyraźnie postawionych granic, bo wtedy czuje się bezpieczniej i łatwiej mu odnaleźć się w poznawanym dopiero świecie. Potrzebuje też wolności, by eksperymentować i doświadczać, by się uczyć. Zakazy wyznaczają granicę wolności, która leży tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W Korczakowie tak to rozumiemy: dajemy przestrzeń do stanowienia o sobie i podejmowania decyzji, ale stawiamy granice, by zapobiec anarchii. Do tego zawsze obecna jest myśl: szacunek dla drugiego i bezpieczeństwo.
Wycinek piętnasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu, nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć. Wychowani sami w deprawującym bezwładnym oczekiwaniu tego, co będzie, ciągle śpieszymy się w czarów pełną przyszłość. Leniwi, nie chcemy szukać piękna w dniu dzisiejszym, aby przygotować się na dostojne przyjęcie jutrzejszego poranku: jutro samo ma przynieść natchnienie. Czym jest owo: „Gdyby już chodziło, mówiło” – czym, jeśli nie histerią oczekiwania?
Będzie chodziło, będzie obijało się o twarde kanty dębowych krzeseł. Będzie mówiło, będzie mełło językiem sieczkę codziennej szarzyzny. Czym to dziś dziecka gorsze, bezcenniejsze od jutra? Jeśli o trud chodzi, ono będzie trudniejsze.
Komentarz:
Dziecko potrzebuje jasnych reguł, wyraźnie postawionych granic, bo wtedy czuje się bezpieczniej i łatwiej mu odnaleźć się w poznawanym dopiero świecie. Potrzebuje też wolności, by eksperymentować i doświadczać, by się uczyć. Zakazy wyznaczają granicę wolności, która leży tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W Korczakowie tak to rozumiemy: dajemy przestrzeń do stanowienia o sobie i podejmowania decyzji, ale stawiamy granice, by zapobiec anarchii. Do tego zawsze obecna jest myśl: szacunek dla drugiego i bezpieczeństwo.
Komentarzem niech będą słowa Korczaka padające parę akapitów później:
Dla jutra lekceważy się to, co je [dziecko] dziś cieszy, smuci, dziwi, gniewa, zajmuje. Dla jutra, którego ani rozumie, ani ma potrzebę rozumieć, kradnie się lata życia, wiele lat.
– Dzieci i ryby nie mają głosu.
– Masz czas. Poczekaj, aż urośniesz.
– Oho, masz długie spodnie – ho! ho! masz już zegarek. Pokaż: wąsy ci rosną.
I dziecko myśli:
„Jestem niczym. Czymś są dopiero dorośli. Już jestem trochę starsze nic. Ile jeszcze lat mam czekać? Ale niech tylko dorosnę…”.
Czeka i leniwie bytuje, czeka i dusi się, czeka i czai się, czeka i łyka ślinkę. Piękne dziecięctwo, nie, tylko nudne, a jeśli są w nim piękne chwile, to wywalczone, częściej wykradzione.
Wycinek czternasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dziecko, które urodziłaś, waży dziesięć funtów.
Jest w nim osiem funtów wody i garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza. Urodziłaś osiem funtów wody i dwa popiołu. A każda kropla tego twojego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem, mętem kanału miejskiego. Każdy atom węgla czy azotu wiązał się w miliony połączeń.
Tyś tylko zebrała to wszystko, co było…
Ziemia zawieszona w nieskończoności.
Bliski towarzysz – Słońce – 50 milionów mil.
Średnica drobnej Ziemi naszej to tylko 3000 mil ognia z cienką na 10 mil skorupą ostygłą.
Na cienkiej skorupie, wypełnionej ogniem, wśród oceanów – rzucona garść lądu.
Na lądzie, wśród drzew i krzewów, owadów, ptactwa, zwierząt – mrowią się ludzie.
Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno – co? – źdźbło, pyłek – nic.
Takie to kruche, że je zabić może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia…
Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, błyskawicy, Słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy – pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia.
Jest w nim, co czuje, bada – cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi – wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca.
Ten pyłek ogarnie myślą wszystko: gwiazdy i oceany, góry i prze – paście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem, jeno bez wymiarów?
Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.
Nasz komentarz:
Wszystkiego dobrego dla wszystkich Mam!
Wycinek trzynasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Numery dorożek, rzędy krzeseł w teatrze, termin płacenia komornego, wszystko to, co dla porządku wymyślili ludzie, może być przestrzegane, ale kto umysłem wychowanym na policyjnych przepisach zechce sięgnąć po żywą księgę natury, temu się na łeb zwali cały olbrzymi ciężar niepokojów, rozczarowań i niespodzianek.
Nasz komentarz:
Tak pisze Korczak we fragmencie mówiącym o mierzeniu, sprawdzaniu postępów w rozwoju dziecka: czy już potrafi chodzić – czy nie za późno? Duży – czy nie za mały? Czyta – czy nie powinno wcześniej?
Można spojrzeć inaczej: czy w porównywaniu, standaryzowaniu, parametryzowaniu – nie tracimy z oczu (małego) człowieka?
Wycinek dwunasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Napoleon miał tężyczkę. Bismarck był rachitykiem, a już bezspornie każdy z proroków i zbrodniarzy, bohaterów i zdrajców, wielkich i małych, atletów i mizeraków był niemowlęciem, zanim stał się dojrzałym człowiekiem. Jeśli chcemy badać ameby myśli, uczuć i dążeń, zanim rozwinęły się, zróżniczkowały i zdefiniowały, do niego musimy się zwrócić.
Tylko bezgraniczna ignorancja i powierzchowność patrzenia mogą przeoczyć, że niemowlę uosabia pewną ściśle określoną indywidualność, złożoną z wrodzonego temperamentu, siły intelektu, samopoczucia i doświadczeń życiowych.
Nasz komentarz:
Zdaje się, że rzadko zastanawiamy się, kim za młodu były wielkie postacie historii, nauki, sportu. A przecież ten, który podbił pół świata, kiedyś nie był w stanie złapać muchy! Ten bijący rekordy na bieżni – nie potrafił chodzić. Największe umysły za młodu męczyły się z prostymi czytankami.
Wycinek jedenasty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Zamiast patrzeć, by poznać i wiedzieć, bierze się pierwszy z brzegu przykład „udanego dziecka” – i stawia żądanie własnemu: oto wzór, do którego masz być podobne.
Nie wolno, by zamożnych rodziców dziecko zostało rzemieślnikiem. Niech raczej będzie nieszczęśliwym i zdemoralizowanym człowiekiem. Nie miłość dziecka, a egoizm rodziców, nie dobro jednostki, a ambicja gromady, nie szukanie dróg, a pęta szablonu.
Są umysłowości czynne i bierne, żywe i apatyczne, wytrwałe i kapryśne, uległe i przekorne, twórcze i naśladowcze, błyskotliwe i rzetelne, konkretne i abstrakcyjne, realne i literackie; pamięć wybitna i mierna; spryt w posługiwaniu się zdobytą wiadomością i uczciwość wahań, wrodzony despotyzm i refleksyjność, i krytycyzm; jest rozwój przedwczesny i opóźniony, jedno- lub różnostronność zainteresowań.
Ale co to kogo obchodzi?
Nasz komentarz:
Jakże trudno nam: rodzicom, wychowawcom, nauczycielom odejść od schematu, uwolnić się od społecznych nacisków, nie ulegać własnym wyobrażeniom i aspiracjom, nie słuchać głosu tradycji i utrwalonych w rodzinie czy środowisku przekonań, by zobaczyć DZIECKO takim, jakie jest. Z wszystkimi jego potrzebami, zdolnościami, zaletami, talentami, ale i słabościami, brakami, trudnościami. By posłuchać jego własnej historii o sobie. Pozwolić iść własną drogą i na tej drodze mocno wspierać.
Wycinek dziesiąty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.
Straszne prawo. Nie, piękne. Ono w każdym tym dziecku daje pierwsze ogniwo w nieśmiertelnym łańcuchu pokoleń. Poszukaj uśpionej w twym cudzym dziecku własnej cząstki. Może dostrzeżesz, może nawet rozwiniesz.
Nasz komentarz:
Bardziej czytać niż zapisywać. Bo choć wychowanie to zapisywanie, podkreślanie, skreślanie, dopisywanie, uzupełnianie notatkami – to wychowawcy muszą pamiętać, że ten pergamin już jest zapisany i jeśli będziemy tylko poprawiać i dodawać swoje, formatować młodego człowieka wedle swojego uznania, możemy stracić to, co już w nim jest – naturalne i prawdziwie jego.
Wycinek dziewiąty
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919
Jak, kiedy, ile –
dlaczego?
Przeczuwam wiele pytań oczekujących odpowiedzi, wątpliwości poszukujących
wyjaśnienia.
I odpowiadam:
– Nie wiem.
Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć
książka cel zamierzony osiąga.
[…]
Nie wiem i wiedzieć nie mogę, jak nieznani mi rodzice mogą w nie znanych warunkach wychowywać nieznane mi dziecko – podkreślam – mogą, a nie – pragną, a nie – powinni.
Nasz komentarz:
„Nie wiem”, mówi Korczak. Bo jego książki to nie poradnik. Tu nie ma użytecznych wytrychów typu „zrób X i Y, a wtedy Z, Ż, Ź”. Korczak nie udaje pedagogicznego omnibusa, który ma na wszystko rozwiązanie. On nie chce i nie rości sobie prawa, by za rodziców wychowywać ich dzieci. Podpowie, tak. Da wskazówkę, tak. Pomoże się zastanowić, tak. Zachęci do szukania własnych rozwiązań, których podstawą mają być ciekawość i szacunek do dziecka z jego światem. Ale nie da skryptów i algorytmów, gotowych rozwiązań, których oczekują rodzice – a wydaje się, że im szybciej żyjemy, im bardziej doskonałymi rodzicami chcemy być, im więcej dookoła nas poradników – tym bardziej pragniemy uniwersalnych wytrychów.
Nie liczmy na wytrychy. Wychowanie dziecka wymaga od nas – opiekunów, rodziców, nauczycieli – wysiłku i twórczego działania, poprzedzonego wnikliwą obserwacją, bo każdemu czego innego potrzeba, by rozkwitnąć.
Wycinek ósmy
Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924
W świecie uczuć dzieci są od nas o wiele bogatsze, uczuciami myślą.
Nasz komentarz:
To bogactwo może być skarbem, ale i ciężarem. Dorosły ma bagaż doświadczeń. Dorosły ma wiedzę. Może użyć ich jak filtra wobec wszystkiego, co do niego dociera. Może racjonalizować, może się dystansować. Dziecko dopiero taki bagaż zgromadzi. Odpowiedzią dziecka na wszystkie bodźce są przede wszystkim uczucia. Łatwo je rozweselić, zachwycić, łatwo zranić, zawieść. Dlatego wielkiej trzeba delikatności, wielkiego taktu, wielkiej uważności.
Wycinek siódmy
Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924
W tej klatce wraz z dziećmi zamknięta jest i nauczycielka, ona nie tylko zmusza, ale i sama musi, męcząc, sama się męczy. Może dawniej próbowała, poszukiwała. Jeśli nie, to że nie wiedziała, nie umiała, warunki tak się złożyły. Mogła pomylić się w wyborze zawodu. Kto winien?
Nasz komentarz:
„Obyś cudze dzieci uczył” – te słowa często pojawiają się w tekstach i rozmowach o zawodzie nauczyciela. Zawód i sposób na życie. Pasja i przekleństwo. Dla dzieci nauczyciel jest prześladowcą – bywa i mentorem. Dla rodziców to czasem niesprawiedliwy gnębiciel ich pociech, ale czasem wspaniały przykład.
Dla części społeczeństwa – nieudacznik, niewiele pracujący (wolne wakacje, ferie, święta…) za niewielkie pieniądze.
Dla studentów, szczególnie kierunków nauczycielskich, to wzór, wizja, spełnienie marzenia, zainspirowane chlubnym poznanym w przeszłości przykładem.
Jak odnaleźć się w tak skomplikowanej sytuacji? Być czy mieć? Wielu stawia sobie to pytanie.
„Kto winien”?
Wycinek szósty
Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924
Czym gorączka, kaszel, wymioty dla lekarza, tym uśmiech, łza, rumieniec dla wychowawcy. Nie ma objawu bez znaczenia. Trzeba notować i zastanawiać się nad wszystkim, odrzucać, co przypadkowe, łączyć, co pokrewne, szukać kierujących praw. Nie – jak żądać, czego żądać od dziecka, nie – jak nakazywać i zakazywać, ale – czego mu brak, czego nadmiar posiada, czego żąda, co dać może.
Nasz komentarz:
Korczak-obserwator. Jako pediatra wiedział, jak ważne jest badanie dziecka, bo każdy szczegół pozwala nam lepiej je poznać. W innym miejscu zwraca uwagę na matczyną umiejętność wnikliwej obserwacji potomstwa, której nie zastąpi żadne, nawet wyuczone lekarskie spojrzenie.
Zatem należy obserwować. Jak przyglądać się uważnie każdemu dziecku, gdy w klasie/grupie jest ich kilkadziesiąt? Oto wyzwanie dla wychowawcy.
Wycinek piąty
Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929
Dziecko narzuca się naszej uwadze, gdy przeszkadza i mąci, te tylko momenty dostrzegamy i pamiętamy. Nie widzimy, gdy spokojne, poważne, skupione. Lekceważymy święte chwile jego rozmowy z sobą, światem, Bogiem. Dziecko kryć zmuszone tęsknoty i porywy przed drwiną i szorstką uwagą, ukrywa chęć porozumienia, nie wyzna decyzji poprawy. Kryje posłusznie przenikliwe spojrzenia, zdziwienia, niepokoje, żale – gniew i bunt. Chcemy, by skakało i klaskało w ręce, więc ukazuje uśmiechniętą twarz trefnisia.
nasz komentarz:
Jakie zadanie dla nas – dorosłych?
Więcej uważności, życzliwej empatii, czujności.
Żeby nie przeoczyć tego, co ważne, co trudne, co ponad dziecięce siły.
Żeby dziecko mogło bez obaw stawać się sobą.
Wycinek czwarty
Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929
Szacunku dla niepowodzeń i łez. Nie tylko podarta pończocha, ale zadrapane kolano, nie tylko stłuczona szklanka, ale skaleczony palec i siniak, i guz, więc ból. Kleks w zeszycie to przypadek, przykrość i niepowodzenie.
– Gdy tatuś wyleje herbatę, mamusia mówi: „Nie szkodzi”, na mnie zawsze się gniewa.
Nieoswojone z bólem, krzywdą, niesprawiedliwością dotkliwie cierpią, częściej płaczą; nawet łzy dziecka wywołują żartobliwe uwagi, zdają się mniej ważne, gniewają.
Piszczy, beczy, maże się, skrzeczy.
(Wiązanka wyrazów, które na użytek dzieci wynalazł słownik dorosły).
Łzy uporu i kaprysu – to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek protestu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nierozumnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.
Nasz komentarz:
Kiedy ostatnio robiłeś/-aś nową rzecz? Było łatwo? Jak byś się czuł/-a, gdyby Twoje autorytety właśnie wtedy się z Ciebie śmiały?
Gdy jesteśmy mali, cały świat jest dla nas nowy – i trudny. Chodzenia i biegania trzeba się nauczyć. Rysowania, pisania. Trzymania szklanki, zwłaszcza gdy gorąca. Jeżdżenia na rowerze.
Niepowodzenia są w uczenie się wpisane nieusuwalnie, bo uczenie się to głównie pomyłki.
Dlaczego jeszcze bardziej to utrudniać? Lepiej włącz empatię i życzliwość.
Wycinek trzeci
Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929
Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspomnienia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej niż my pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje – i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi. Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli, gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.
Szacunku dla jego niewiedzy.
Nasz komentarz:
„Cudzoziemiec” – tym słowem Korczak określa dziecko. Kto kiedykolwiek był za granicą, ten wie, jak niekiedy najprostsze czynności urastają do rangi dużego problemu. Jak dojść do celu, gdy nie ma jak zapytać o drogę? Skąd wiedzieć, co wypada, co nie wypada? Jak je się to dziwne danie, które nam podano?
Nie znamy języka. Jedziemy gdzieś i odkrywamy nowe miejsca. To dla nas przygoda, po której jednak chętnie wracamy do znanego, oswojonego domu. A dziecko? Ono na co dzień jest cudzoziemcem.
Wycinek drugi
Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929
Czyżeśmy aż tak bezkrytyczni, że jako życzliwość markujemy pieszczoty, którymi nękamy dzieci? Czyż nie rozumiemy, że tuląc dziecko, my właśnie tulimy się do niego, w jego uścisku kryjemy się bezradni, szukamy osłony i ucieczki w godzinach bezdomnego bólu, bezpańskiego opuszczenia, obarczamy ciężarem naszych cierpień i tęsknot. […]
Tulę, bo mi smutno. Pocałuj, to ci dam.
Egoizm, nie życzliwość.
Nasz komentarz:
Czy to dlatego przebieramy dzieci w stroje, które nam się podobają? Dlatego kupujemy im drogie zabawki, a zabieramy ulubione patyki i kolekcję kamyków? To jest powód, dla którego wozimy je na lekcje fortepianu i karate – bo sami byśmy chcieli mieć na te aktywności czas? Bo chcemy nadrobić coś, co nas w dzieciństwie ominęło? Bo sami byśmy chcieli znów być młodzi i mieć wszystkie drogi przed sobą? Czy to nie tylko egoizm, ale instrumentalne wykorzystanie zależnej od nas osoby?
Wycinek pierwszy
Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929
Lekceważymy dziecko, bo nie wie, nie domyśla się, nie przeczuwa. Nie zna trudności i powikłań dorosłego życia, nie wie, skąd płyną okresy naszych podnieceń, zniechęceń i znużeń, co płoszy spokój i kwasi humory: nie zna dojrzałych porażek i bankructw. Łatwo uśpić, zwieść naiwne i ukryć. Sądzi, że życie proste i łatwe. Jest tatuś, jest mama, ojciec zarabia, mama kupuje. Nie zna zdrad obowiązkom ani sposobów walki człowieka o swoje i więcej. Samo wolne od trosk materialnych, od mocnych pokus i wstrząśnień – znów nie wie i sądzić nie może. My zgadujemy je w lot, jednym niedbałym spojrzeniem na wskroś przenikamy, bez śledztw wykrywamy nieudolne podstępy. A może łudzimy się, sądząc, że dziecko to tylko i tyle, ile my chcemy? Może kryje się przed nami, może cierpi skrycie? (…) Niepoważne się zdają dziecięce wątpliwości i zastrzeżenia. Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchii. Do czasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedola dręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu pies i ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata.
Nasz komentarz:
Bodaj najważniejsza w twórczości i pedagogice Korczaka jest zmiana perspektywy. Jak spojrzeć na świat oczami dziecka? Jak na chwilę przestać być dorosłym – pracującym, zmęczonym, wszystkowiedzącym, czasem poirytowanym – i stać się dzieckiem? Można zacząć od prostego eksperymentu: gdy będziemy jechać autobusem lub stać w tłumie – przykucnijmy na chwilę. Zegnijmy kolana, stańmy się na chwilę niżsi. Tak wyglądają dorośli widziani oczami dziecka.
Drodzy Przyjaciele,
mamy już rok 2019, pora rozliczyć się z podatku. Jak doskonale wiecie, 1% podatku każdy z nas może przekazać wybranej Organizacji Pożytku Publicznego. Wielu z Was w ostatnich latach przekazywało te pieniądze na Korczakowo, za co serdecznie dziękujemy.
Jednak jako że stowarzyszenie Koło Przyjaciół Korczakowa im. Jerzego Zgodzińskiego oficjalnie status organizacji pożytku publicznego będzie mogło uzyskać dopiero za 3 lata, póki co nie możemy przyjmować 1%. Takie jest prawo. Do tego czasu można nas wspierać poprzez przystąpienie do naszego stowarzyszenia i opłacanie składek, przez wpłatę darowizny (te przyjmować możemy), no i oczywiście zawsze mile widziane jest dobre słowo i trzymanie kciuków!
Uważamy jednak, że należy wspierać organizacje pozarządowe. Trzeba pomagać tym, którzy poświęcają swój czas jako wolontariusze, żeby działać na rzecz innych ludzi i swojego otoczenia. Prosimy, byście przekazali swój 1% wybranej przez siebie organizacji, która czyni ten świat choć trochę lepszym.
Dziękujemy za Wasze zrozumienie i wsparcie.
Z korczakowskim pozdrowieniem,
KPK
DZIĘKUJEMY!
Dziękujemy, że zechcieliście wziąć udział w naszej (już) tradycyjnej zbiórce rzeczy dla wybranej potrzebującej rodziny.
Dziękujemy, że poświęciliście swój czas i/lub pieniądze, żeby pokazać światu, że Korczakowcy z Korczakowa mają dobre serca.
Dziękujemy – także w imieniu tych, którzy zostaną obdarowani.
Oto kilka zdjęć z ostatnich zakupów i pakowania.
Olu i Oliwko – jesteście wielkie!
Zapraszamy na korczakowskie ZIMOWISKO!
Między 12 a 15 stycznia 2019 roku (początek ferii w woj. lubuskim, wielkopolskim i małopolskim) planujemy wyjazd do Gdańska. W planie m.in. zwiedzanie Starego Miasta, Muzeum II Wojny Światowej, Europejskiego Centrum Solidarności, Sopotu oraz wspaniałe korczakowskie zajęcia 🙂 kto wie, może dla najtwardszych i kąpiel w morzu?
Koszt to 450 zł. Zapraszamy osoby nie młodsze niż 13 lat. Zapisy do 1 grudnia na adres kpk@korczakowo.org
Jeśli nie zbierze się minimum 15 osób, będziemy musieli przełożyć pomysł na przyszły rok.
Pomagają nam