Wycinki z Korczaka

Bez Korczaka nie byłoby Korczakowa, to oczywiste. Gdyby nie Henryk Goldszmit, bo tak naprawdę nazywał się Janusz Korczak, nie wiedzielibyśmy, „Jak kochać dziecko”*, bez względu na to, czy chodzi o „Dziecko salonu”, czy „Dzieci ulicy”.  Nie znalibyśmy „Mośków, Josków i Sruli”, ani „Juźków, Jaśków i Franków”. Korczak pisał o „Królu Maciusiu Pierwszym”, „Kajtusiu Czarodzieju” i „Bankructwie małego Dżeka”. Ale tak naprawdę pisał o „Prawie dziecka do szacunku”.

Chcielibyśmy przybliżyć Wam twórczość Starego Doktora. Wybraliśmy cytaty z jego twórczości i będziemy je publikować wraz z naszym skromnym komentarzem, żeby Was zachęcić do samodzielnej lektury Korczaka.

Ale pamiętajcie! – sam Korczak w „Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie” napisał: „Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania”.


* „Jak kochać dziecko” i następne to tytuły dzieł Janusza Korczaka


Kadra

Wycinek czternasty

Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dziecko, które urodziłaś, waży dziesięć funtów.

Jest w nim osiem funtów wody i garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza. Urodziłaś osiem funtów wody i dwa popiołu. A każda kropla tego twojego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem, mętem kanału miejskiego. Każdy atom węgla czy azotu wiązał się w miliony połączeń.

Tyś tylko zebrała to wszystko, co było…

Ziemia zawieszona w nieskończoności.

Bliski towarzysz – Słońce – 50 milionów mil.

Średnica drobnej Ziemi naszej to tylko 3000 mil ognia z cienką na 10 mil skorupą ostygłą.

Na cienkiej skorupie, wypełnionej ogniem, wśród oceanów – rzucona garść lądu.

Na lądzie, wśród drzew i krzewów, owadów, ptactwa, zwierząt – mrowią się ludzie.

Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno – co? – źdźbło, pyłek – nic.

Takie to kruche, że je zabić może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia…

Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, błyskawicy, Słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy – pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia.

Jest w nim, co czuje, bada – cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi – wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca.

Ten pyłek ogarnie myślą wszystko: gwiazdy i oceany, góry i prze – paście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem, jeno bez wymiarów?

Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.

Nasz komentarz:

Wszystkiego dobrego dla wszystkich Mam!

Wycinek trzynasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Numery dorożek, rzędy krzeseł w teatrze, termin płacenia komornego, wszystko to, co dla porządku wymyślili ludzie, może być przestrzegane, ale kto umysłem wychowanym na policyjnych przepisach zechce sięgnąć po żywą księgę natury, temu się na łeb zwali cały olbrzymi ciężar niepokojów, rozczarowań i niespodzianek.

Nasz komentarz:

Tak pisze Korczak we fragmencie mówiącym o mierzeniu, sprawdzaniu postępów w rozwoju dziecka: czy już potrafi chodzić – czy nie za późno? Duży – czy nie za mały? Czyta – czy nie powinno wcześniej?

Można spojrzeć inaczej: czy w porównywaniu, standaryzowaniu, parametryzowaniu – nie tracimy z oczu (małego) człowieka?


Wycinek dwunasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Napoleon miał tężyczkę. Bismarck był rachitykiem, a już bezspornie każdy z proroków i zbrodniarzy, bohaterów i zdrajców, wielkich i małych, atletów i mizeraków był niemowlęciem, zanim stał się dojrzałym człowiekiem. Jeśli chcemy badać ameby myśli, uczuć i dążeń, zanim rozwinęły się, zróżniczkowały i zdefiniowały, do niego musimy się zwrócić.

Tylko bezgraniczna ignorancja i powierzchowność patrzenia mogą przeoczyć, że niemowlę uosabia pewną ściśle określoną indywidualność, złożoną z wrodzonego temperamentu, siły intelektu, samopoczucia i doświadczeń życiowych.

Nasz komentarz:
Zdaje się, że rzadko zastanawiamy się, kim za młodu były wielkie postacie historii, nauki, sportu. A przecież ten, który podbił pół świata, kiedyś nie był w stanie złapać muchy! Ten bijący rekordy na bieżni – nie potrafił chodzić. Największe umysły za młodu męczyły się z prostymi czytankami.


Wycinek jedenasty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Zamiast patrzeć, by poznać i wiedzieć, bierze się pierwszy z brzegu przykład „udanego dziecka” – i stawia żądanie własnemu: oto wzór, do którego masz być podobne.

Nie wolno, by zamożnych rodziców dziecko zostało rzemieślnikiem. Niech raczej będzie nieszczęśliwym i zdemoralizowanym człowiekiem. Nie miłość dziecka, a egoizm rodziców, nie dobro jednostki, a ambicja gromady, nie szukanie dróg, a pęta szablonu.

Są umysłowości czynne i bierne, żywe i apatyczne, wytrwałe i kapryśne, uległe i przekorne, twórcze i naśladowcze, błyskotliwe i rzetelne, konkretne i abstrakcyjne, realne i literackie; pamięć wybitna i mierna; spryt w posługiwaniu się zdobytą wiadomością i uczciwość wahań, wrodzony despotyzm i refleksyjność, i krytycyzm; jest rozwój przedwczesny i opóźniony, jedno- lub różnostronność zainteresowań.

Ale co to kogo obchodzi?

Nasz komentarz:
Jakże trudno nam: rodzicom, wychowawcom, nauczycielom odejść od schematu, uwolnić się od społecznych nacisków, nie ulegać własnym wyobrażeniom i aspiracjom, nie słuchać głosu tradycji i utrwalonych w rodzinie czy środowisku przekonań, by zobaczyć DZIECKO takim, jakie jest. Z wszystkimi jego potrzebami, zdolnościami, zaletami, talentami, ale i słabościami, brakami, trudnościami. By posłuchać jego własnej historii o sobie. Pozwolić iść własną drogą i na tej drodze mocno wspierać.

Wycinek dziesiąty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.

Straszne prawo. Nie, piękne. Ono w każdym tym dziecku daje pierwsze ogniwo w nieśmiertelnym łańcuchu pokoleń. Poszukaj uśpionej w twym cudzym dziecku własnej cząstki. Może dostrzeżesz, może nawet rozwiniesz.

Nasz komentarz:

Bardziej czytać niż zapisywać. Bo choć wychowanie to zapisywanie, podkreślanie, skreślanie, dopisywanie, uzupełnianie notatkami – to wychowawcy muszą pamiętać, że ten pergamin już jest zapisany i jeśli będziemy tylko poprawiać i dodawać swoje, formatować młodego człowieka wedle swojego uznania, możemy stracić to, co już w nim jest – naturalne i prawdziwie jego.


Wycinek dziewiąty

Janusz Korczak,  Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, 1919

Jak, kiedy, ile – dlaczego?
Przeczuwam wiele pytań oczekujących odpowiedzi, wątpliwości poszukujących wyjaśnienia.
I odpowiadam:
– Nie wiem.
Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka cel zamierzony osiąga.

[…]

Nie wiem i wiedzieć nie mogę, jak nieznani mi rodzice mogą w nie znanych warunkach wychowywać nieznane mi dziecko – podkreślam – mogą, a nie – pragną, a nie – powinni.

Nasz komentarz:

„Nie wiem”, mówi Korczak. Bo jego książki to nie poradnik. Tu nie ma użytecznych wytrychów typu „zrób X i Y, a wtedy  Z, Ż, Ź”. Korczak nie udaje pedagogicznego omnibusa, który ma na wszystko rozwiązanie.  On nie chce i nie rości sobie prawa, by za rodziców wychowywać ich dzieci. Podpowie, tak. Da wskazówkę, tak. Pomoże się zastanowić, tak. Zachęci do szukania własnych rozwiązań, których podstawą mają być ciekawość i szacunek do dziecka z jego światem. Ale nie da skryptów i algorytmów, gotowych rozwiązań, których oczekują rodzice – a wydaje się, że im szybciej żyjemy, im bardziej doskonałymi rodzicami chcemy być, im więcej dookoła nas poradników – tym bardziej pragniemy uniwersalnych wytrychów.

Nie liczmy na wytrychy. Wychowanie dziecka wymaga od nas – opiekunów, rodziców, nauczycieli – wysiłku i twórczego działania, poprzedzonego wnikliwą obserwacją, bo każdemu czego innego potrzeba, by rozkwitnąć. 


Wycinek ósmy

Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924

W świecie uczuć dzieci są od nas o wiele bogatsze, uczuciami myślą.

Nasz komentarz:

To bogactwo może być skarbem, ale i ciężarem. Dorosły ma bagaż doświadczeń. Dorosły ma wiedzę. Może użyć ich jak filtra wobec wszystkiego, co do niego dociera. Może racjonalizować, może się dystansować. Dziecko dopiero taki bagaż zgromadzi. Odpowiedzią dziecka na wszystkie bodźce są przede wszystkim uczucia. Łatwo je rozweselić, zachwycić, łatwo zranić, zawieść. Dlatego wielkiej trzeba delikatności, wielkiego taktu, wielkiej uważności.


Wycinek siódmy

Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924

W tej klatce wraz z dziećmi zamknięta jest i nauczycielka, ona nie tylko zmusza, ale i sama musi, męcząc, sama się męczy. Może dawniej próbowała, poszukiwała. Jeśli nie, to że nie wiedziała, nie umiała, warunki tak się złożyły. Mogła pomylić się w wyborze zawodu. Kto winien?

Nasz komentarz:

„Obyś cudze dzieci uczył”  – te słowa często pojawiają się w tekstach i rozmowach o zawodzie nauczyciela. Zawód i sposób na życie. Pasja i przekleństwo. Dla dzieci nauczyciel jest prześladowcą – bywa i mentorem. Dla rodziców to czasem niesprawiedliwy gnębiciel ich pociech, ale czasem wspaniały przykład.

Dla części społeczeństwa – nieudacznik, niewiele pracujący (wolne wakacje, ferie, święta…) za niewielkie pieniądze.

Dla studentów, szczególnie kierunków nauczycielskich, to wzór, wizja, spełnienie marzenia, zainspirowane chlubnym poznanym w przeszłości przykładem.

Jak odnaleźć się w tak skomplikowanej sytuacji? Być czy mieć? Wielu stawia sobie to pytanie.

 „Kto winien”?




Wycinek szósty

Janusz Korczak, Momenty wychowawcze, 1924

Czym gorączka, kaszel, wymioty dla lekarza, tym uśmiech, łza, rumieniec dla wychowawcy. Nie ma objawu bez znaczenia. Trzeba notować i zastanawiać się nad wszystkim, odrzucać, co przypadkowe, łączyć, co pokrewne, szukać kierujących praw. Nie – jak żądać, czego żądać od dziecka, nie – jak nakazywać i zakazywać, ale – czego mu brak, czego nadmiar posiada, czego żąda, co dać może.

Nasz komentarz:

Korczak-obserwator. Jako pediatra wiedział, jak ważne jest badanie dziecka, bo każdy szczegół pozwala nam lepiej je poznać. W innym miejscu zwraca uwagę na matczyną umiejętność wnikliwej obserwacji potomstwa, której nie zastąpi żadne, nawet wyuczone lekarskie spojrzenie.

Zatem należy obserwować. Jak przyglądać się uważnie każdemu dziecku,  gdy w klasie/grupie jest ich kilkadziesiąt? Oto wyzwanie dla wychowawcy.


Wycinek piąty

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Dziecko narzuca się naszej uwadze, gdy przeszkadza i mąci, te tylko momenty dostrzegamy i pamiętamy. Nie widzimy, gdy spokojne, poważne, skupione. Lekceważymy święte chwile jego rozmowy z sobą, światem, Bogiem. Dziecko kryć zmuszone tęsknoty i porywy przed drwiną i szorstką uwagą, ukrywa chęć porozumienia, nie wyzna decyzji poprawy. Kryje posłusznie przenikliwe spojrzenia, zdziwienia, niepokoje, żale – gniew i bunt. Chcemy, by skakało i klaskało w ręce, więc ukazuje uśmiechniętą twarz trefnisia.

nasz komentarz:

Jakie zadanie dla nas – dorosłych?

Więcej uważności, życzliwej empatii, czujności.

Żeby nie przeoczyć tego, co ważne, co trudne, co ponad dziecięce siły.

Żeby dziecko mogło bez obaw stawać się sobą.


Wycinek czwarty

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Szacunku dla niepowodzeń i łez. Nie tylko podarta pończocha, ale zadrapane kolano, nie tylko stłuczona szklanka, ale skaleczony palec i siniak, i guz, więc ból. Kleks w zeszycie to przypadek, przykrość i niepowodzenie.

–  Gdy tatuś wyleje herbatę, mamusia mówi: „Nie szkodzi”, na mnie zawsze się gniewa.

Nieoswojone z bólem, krzywdą, niesprawiedliwością dotkliwie cierpią, częściej płaczą; nawet łzy dziecka wywołują żartobliwe uwagi, zdają się mniej ważne, gniewają.

Piszczy, beczy, maże się, skrzeczy.

(Wiązanka wyrazów, które na użytek dzieci wynalazł słownik dorosły).

Łzy uporu i kaprysu – to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek protestu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nierozumnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.

Nasz komentarz:

Kiedy ostatnio robiłeś/-aś nową rzecz? Było łatwo? Jak byś się czuł/-a, gdyby Twoje autorytety właśnie wtedy się z Ciebie śmiały?

Gdy jesteśmy mali, cały świat jest dla nas nowy – i trudny. Chodzenia i biegania trzeba się nauczyć. Rysowania, pisania. Trzymania szklanki, zwłaszcza gdy gorąca. Jeżdżenia na rowerze.

Niepowodzenia są w uczenie się wpisane nieusuwalnie, bo uczenie się to głównie pomyłki.

Dlaczego jeszcze bardziej to utrudniać? Lepiej włącz empatię i życzliwość.


Wycinek trzeci

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspomnienia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej niż my pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje – i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi. Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli, gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.

Szacunku dla jego niewiedzy.

Nasz komentarz:

„Cudzoziemiec” – tym słowem Korczak określa dziecko.  Kto kiedykolwiek był za granicą, ten wie, jak niekiedy najprostsze czynności urastają do rangi dużego problemu. Jak dojść do celu, gdy nie ma jak zapytać o drogę? Skąd wiedzieć, co wypada, co nie wypada? Jak je się to dziwne danie, które nam podano?

Nie znamy języka. Jedziemy gdzieś i odkrywamy nowe miejsca. To dla nas przygoda, po której jednak chętnie wracamy do znanego, oswojonego domu. A dziecko? Ono na co dzień jest cudzoziemcem.


Wycinek drugi

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Czyżeśmy aż tak bezkrytyczni, że jako życzliwość markujemy pieszczoty, którymi nękamy dzieci? Czyż nie rozumiemy, że tuląc dziecko, my właśnie tulimy się do niego, w jego uścisku kryjemy się bezradni, szukamy osłony i ucieczki w godzinach bezdomnego bólu,  bezpańskiego  opuszczenia,  obarczamy  ciężarem  naszych cierpień i tęsknot. […]

Tulę, bo mi smutno. Pocałuj, to ci dam.

Egoizm, nie życzliwość.


Nasz komentarz:
Czy to dlatego przebieramy dzieci w stroje, które nam się podobają? Dlatego kupujemy im drogie zabawki, a zabieramy ulubione patyki i kolekcję kamyków? To jest powód, dla którego wozimy je na lekcje fortepianu i karate – bo sami byśmy chcieli mieć na te aktywności czas? Bo chcemy nadrobić coś, co nas w dzieciństwie ominęło? Bo sami byśmy chcieli znów być młodzi i mieć wszystkie drogi przed sobą? Czy to nie tylko egoizm, ale instrumentalne wykorzystanie zależnej od nas osoby?


Wycinek pierwszy

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Lekceważymy  dziecko,  bo  nie  wie,  nie  domyśla  się,  nie przeczuwa. Nie zna trudności i powikłań dorosłego życia, nie wie, skąd płyną okresy naszych podnieceń, zniechęceń i znużeń, co płoszy spokój i kwasi humory: nie zna dojrzałych porażek i bankructw. Łatwo uśpić, zwieść naiwne i ukryć. Sądzi, że życie proste i łatwe. Jest tatuś, jest mama, ojciec zarabia, mama kupuje. Nie zna zdrad obowiązkom ani sposobów walki człowieka o swoje i więcej. Samo wolne od trosk materialnych, od mocnych pokus i wstrząśnień – znów nie wie i sądzić nie może. My zgadujemy je w lot, jednym niedbałym spojrzeniem na wskroś przenikamy, bez śledztw wykrywamy nieudolne podstępy. A może łudzimy się, sądząc, że dziecko to tylko i tyle, ile my chcemy? Może kryje się przed nami, może cierpi skrycie? (…) Niepoważne się zdają dziecięce wątpliwości i zastrzeżenia. Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchii. Do czasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedola dręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu pies i ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata.


Nasz komentarz:
Bodaj najważniejsza w twórczości i pedagogice Korczaka jest zmiana perspektywy. Jak spojrzeć na świat oczami dziecka? Jak na chwilę przestać być dorosłym – pracującym, zmęczonym, wszystkowiedzącym, czasem poirytowanym – i stać się dzieckiem? Można zacząć od prostego eksperymentu:  gdy będziemy jechać autobusem lub stać w tłumie – przykucnijmy na chwilę. Zegnijmy kolana, stańmy się na chwilę niżsi. Tak wyglądają dorośli widziani oczami dziecka.