Wycinki z Korczaka

Bez Korczaka nie byłoby Korczakowa, to oczywiste. Gdyby nie Henryk Goldszmit, bo tak naprawdę nazywał się Janusz Korczak, nie wiedzielibyśmy, „Jak kochać dziecko”*, bez względu na to, czy chodzi o „Dziecko salonu”, czy „Dzieci ulicy”.  Nie znalibyśmy „Mośków, Josków i Sruli”, ani „Juźków, Jaśków i Franków”. Korczak pisał o „Królu Maciusiu Pierwszym”, „Kajtusiu Czarodzieju” i „Bankructwie małego Dżeka”. Ale tak naprawdę pisał o „Prawie dziecka do szacunku”.

Chcielibyśmy przybliżyć Wam twórczość Starego Doktora. Wybraliśmy cytaty z jego twórczości i będziemy je publikować wraz z naszym skromnym komentarzem, żeby Was zachęcić do samodzielnej lektury Korczaka.

Ale pamiętajcie! – sam Korczak w „Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie” napisał: „Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania”.


* „Jak kochać dziecko” i następne to tytuły dzieł Janusza Korczaka


Kadra

Wycinek czwarty

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Szacunku dla niepowodzeń i łez. Nie tylko podarta pończocha, ale zadrapane kolano, nie tylko stłuczona szklanka, ale skaleczony palec i siniak, i guz, więc ból. Kleks w zeszycie to przypadek, przykrość i niepowodzenie.

–  Gdy tatuś wyleje herbatę, mamusia mówi: „Nie szkodzi”, na mnie zawsze się gniewa.

Nieoswojone z bólem, krzywdą, niesprawiedliwością dotkliwie cierpią, częściej płaczą; nawet łzy dziecka wywołują żartobliwe uwagi, zdają się mniej ważne, gniewają.

Piszczy, beczy, maże się, skrzeczy.

(Wiązanka wyrazów, które na użytek dzieci wynalazł słownik dorosły).

Łzy uporu i kaprysu – to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek protestu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nierozumnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.

Nasz komentarz:

Kiedy ostatnio robiłeś/-aś nową rzecz? Było łatwo? Jak byś się czuł/-a, gdyby Twoje autorytety właśnie wtedy się z Ciebie śmiały?

Gdy jesteśmy mali, cały świat jest dla nas nowy – i trudny. Chodzenia i biegania trzeba się nauczyć. Rysowania, pisania. Trzymania szklanki, zwłaszcza gdy gorąca. Jeżdżenia na rowerze.

Niepowodzenia są w uczenie się wpisane nieusuwalnie, bo uczenie się to głównie pomyłki.

Dlaczego jeszcze bardziej to utrudniać? Lepiej włącz empatię i życzliwość.


Wycinek trzeci

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspomnienia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej niż my pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje – i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi. Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli, gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.

Szacunku dla jego niewiedzy.

Nasz komentarz:

„Cudzoziemiec” – tym słowem Korczak określa dziecko.  Kto kiedykolwiek był za granicą, ten wie, jak niekiedy najprostsze czynności urastają do rangi dużego problemu. Jak dojść do celu, gdy nie ma jak zapytać o drogę? Skąd wiedzieć, co wypada, co nie wypada? Jak je się to dziwne danie, które nam podano?

Nie znamy języka. Jedziemy gdzieś i odkrywamy nowe miejsca. To dla nas przygoda, po której jednak chętnie wracamy do znanego, oswojonego domu. A dziecko? Ono na co dzień jest cudzoziemcem.

Wycinek drugi

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Czyżeśmy aż tak bezkrytyczni, że jako życzliwość markujemy pieszczoty, którymi nękamy dzieci? Czyż nie rozumiemy, że tuląc dziecko, my właśnie tulimy się do niego, w jego uścisku kryjemy się bezradni, szukamy osłony i ucieczki w godzinach bezdomnego bólu,  bezpańskiego  opuszczenia,  obarczamy  ciężarem  naszych cierpień i tęsknot. […]

Tulę, bo mi smutno. Pocałuj, to ci dam.

Egoizm, nie życzliwość.


Nasz komentarz:
Czy to dlatego przebieramy dzieci w stroje, które nam się podobają? Dlatego kupujemy im drogie zabawki, a zabieramy ulubione patyki i kolekcję kamyków? To jest powód, dla którego wozimy je na lekcje fortepianu i karate – bo sami byśmy chcieli mieć na te aktywności czas? Bo chcemy nadrobić coś, co nas w dzieciństwie ominęło? Bo sami byśmy chcieli znów być młodzi i mieć wszystkie drogi przed sobą? Czy to nie tylko egoizm, ale instrumentalne wykorzystanie zależnej od nas osoby?


Wycinek pierwszy

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku, 1929

Lekceważymy  dziecko,  bo  nie  wie,  nie  domyśla  się,  nie przeczuwa. Nie zna trudności i powikłań dorosłego życia, nie wie, skąd płyną okresy naszych podnieceń, zniechęceń i znużeń, co płoszy spokój i kwasi humory: nie zna dojrzałych porażek i bankructw. Łatwo uśpić, zwieść naiwne i ukryć. Sądzi, że życie proste i łatwe. Jest tatuś, jest mama, ojciec zarabia, mama kupuje. Nie zna zdrad obowiązkom ani sposobów walki człowieka o swoje i więcej. Samo wolne od trosk materialnych, od mocnych pokus i wstrząśnień – znów nie wie i sądzić nie może. My zgadujemy je w lot, jednym niedbałym spojrzeniem na wskroś przenikamy, bez śledztw wykrywamy nieudolne podstępy. A może łudzimy się, sądząc, że dziecko to tylko i tyle, ile my chcemy? Może kryje się przed nami, może cierpi skrycie? (…) Niepoważne się zdają dziecięce wątpliwości i zastrzeżenia. Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchii. Do czasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedola dręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu pies i ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata.


Nasz komentarz:
Bodaj najważniejsza w twórczości i pedagogice Korczaka jest zmiana perspektywy. Jak spojrzeć na świat oczami dziecka? Jak na chwilę przestać być dorosłym – pracującym, zmęczonym, wszystkowiedzącym, czasem poirytowanym – i stać się dzieckiem? Można zacząć od prostego eksperymentu:  gdy będziemy jechać autobusem lub stać w tłumie – przykucnijmy na chwilę. Zegnijmy kolana, stańmy się na chwilę niżsi. Tak wyglądają dorośli widziani oczami dziecka.