Dzień siódmy - II Turnus
Deszcz!
Jeszcze parę chwil temu marzyliśmy o nim. Niech wreszcie popada! Nawet całą noc! Upał był nie do wytrzymania. Blokował nie tylko czas naszych reakcji, ale spowalniał myślenie.
Spokój śniadania przerwany ulewą. Dosłowne oberwanie chmury. W minutę teren obozu zamieniony w rwące rzeczki. Niektóre, wykorzystując właściwości terenu przepływają przez środek namiotu.
Zaczyna się wielka akcja ratunkowa. Szukanie łopat, wiader – bo okopy namiotu wypełnione wodą ,grożą zalaniem.
Ruch, szum, bieganina.
Udało się, to co najważniejsze – uniknąć paniki, strachu.
Zamieniamy nieszczęście w wielką przygodę i zabawę. Śmiechy, pokrzykiwania. Budowa wałów powodziowych.
Nikt nie patrzy, że jest cały mokry, ważne zatrzymać wodę.
I smak zwycięstwa.
Znowu daliśmy radę. Równocześnie z akcją trwa rozpalanie kominka w „Rumowisku”. Zamienia się ono w wielką suszarnię.
Opiekunowie znoszą mokre ciuchy z zastępów.
Inna ekipa roznosi po namiotach gorącą herbatę. Wszyscy w suchych śpiworkach śpiewają, gadają lub nadrabiają senne zaległości.
Narada kadry. Postają warianty ewakuacyjne na wypadek „W”. Załatwiona kwatera we wsi.
Ale deszcz już tylko siąpi, więc planowanie dnia.
„Parada oszustów”, ognisko „z jajem” i dzień wypełniony zabawą i śmiechem.
Ważna refleksja – z taką kadrą można wszystko. Szczególnie takie akcje nas cementują. Uczą odpowiedzialności.
I wszelkie kłopoty pokonywać z radością. Zastępować działania zabawą.
I ważne : nikt nie wyjechał z obozu!
PS. Jednak wolimy już upały. Zawsze się można schłodzić w jeziorku.