Dzień pierwszy - II Turnus
II turnus!
Udało się! Znowu, jak za dawnych dobrych lat zorganizowaliśmy„Mały obóz” ( mały z racji wzrostu uczestników, a nie liczebności)
Ważna odprawa kadry – uczulenie, że ten turnus wymaga większej uwagi, rodzicielskiej troski i okazywania serca i życzliwości. Szczególnie ważni CI, którzy po raz pierwsi, często zagubieni i smutni, bo bez mamy… a do tego obcy las i nowe doświadczenia. Inna umywalnia, jadalnia; inne nawyki i przyzwyczajenia. Lekcja korczakowskiego „szacunku dla dziecka”.
Pierwsze przyjazdy. Radosne pokrzykiwania – to Ci „starzy(a czy przyjechał już Michał? Gdzie jest Oskar? Port już czynny?)
Ale i zalęknione spojrzenia, nieśmiałe próby wejścia do namiotu. Moja duma z kadry, która dzielnie pomaga i wspaniale „matkuje”. Widok Grzesia wędrującego na obóz z małym nowicjuszem. Ania pochylona nad nową, która nie może się rozstać z mamą. Pierwsze wrażenia, rozmowy, znajomości.
Mobilizacja kadry, by wszystko było dobrze.
I za chwilę już się czuje drugi turnus. Zapełniają się boiska, oblężenie sklepiku i nieustanny ruch z dziesiątkami pytań. „A kiedy czynny będzie port? , A chusty dostaniemy? A podwieczorek będzie? A czemu nie wolno mieć telefonu?)
Zajęcia integracyjne rozbawiają do łez. Bieg po Korczakowie, z mapkami i folderem przybliża terminologię i tradycje obozu. Ogromne zaangażowanie i pasja w realizacji zadań.
Nie pochwalam zwyczaju obozowego chrztu, ale oczekiwanie jest tak wielkie, że ustępuję. Mnóstwo śmiechu, frajdy. Dwie Panie Bronickie i „Rumowisko” – strach się bać! Do tego Neptun z prezentami i czasu tylko już na mycie.
Dzięki opiekunom za nocne trwanie przy zmywaniu chrzcielnych malowanek.
PS. Pierwsza warta nocna i kłopoty ze znalezieniem własnego namiotu. Niektórzy szukali go aż za kuchnią!.
O drugiej w nocy warty znikają, Nie mogą dobudzić kolejnej zmiany. Więc wartuje komendant…