Dzień szesnasty
FaFiK czyli Festiwal Filmów Korczakowskich.
Film był od dawna mocną stroną działalności Korczakowców. Złota Jodła na festiwalu filmowym w Kielcach, kolejne sukcesy na Ogólnopolskich Festiwalach Filmowych w Łodzi. Wreszcie w roku 1979 w Łodzi Ogólnopolski Przegląd Twórczości Filmowej dzieci i Młodzieży - Nagroda Główna - Puchar Ministra Oświaty dla Kor filmu za film „Tryptyk o pamięci” Jurka Karcza; najlepszy film festiwalu to „Książęta Uczuć” M. Głowienki.
Wielkie filmy w jakiś sposób poświęcone Korczakowi. Dekada sukcesów filmowych. Etap Andrzeja Sibilskiego i jego telewizyjny sukces w jakiś sposób koronował ten okres.
Po latach twórczość filmowa powróciła w postaci właśnie FaFiKów. Zimowe sukcesy grupy Filusia w Szczyrku, rewelacyjne obrazy już z ostatnich pobytów w Korczakowie.
Dzisiaj w epoce telefonów komórkowych powróciliśmy do tej formy. Najpierw burze fabuł. Kilka wariackich pomysłów i znakomita, prawie całodniowa zabawa. Zadanie cementuje ludzi, wyzwala wspólne działanie. Bawi! Angażuje tak bardzo, że często posiłek schodzi na drugi plan.
Efekty? Dobre - nie było obrazu poniżej poziomu. Ciekawie skonstruowane historyjki - często znakomita muzyka, zaskakujące kadry. Bawi zgrabnie opowiedziana historyjka pojawiającej się kukiełki. Frapuje Kocioł (parę naprawdę znakomitych ujęć i efektów specjalnych), dowcipna Wieża Eiffla, z pomysłem zrobiony Zegarek. Dużo zabawy z kąpielą w jeziorze, wózkiem w roli karetki pogotowia.
Znakomici instruktorzy. Służący radą, komputerową pomocą, zachętą. Reszta musiała być zastępu. Szkoda tylko, że pogoda nie pozwalała na kolejne poprawki filmików. Ale efekt i tak rewelacyjny. Wygraliśmy z upałem. Nawet w nim potrafimy myśleć i działać.