Dzień czternasty

Dzień po.
I Ja i cały obóz zasłużył na odpoczynek. Więc dzień na luziku przy temperaturze ponad 30stopni! Ratuje jeziorko, które odwiedzam z regularnością godzin. Oczekiwanie wieczoru. Zapadająca ciemność, błyski świec i nieśmiały reflektor. Amfikor wypełniony gośćmi.
Niewyraźni ludzie w mroku.
Półmrok gestu, półmrok snu
I Ty w sennym tym obłoku.
Wylękniony wdycham ciszę.
Szelest ćmy oddechu szept
Niewyraźność nocy słyszę.
Rozpoczyna się kolejny Koncert gwiazd. Dzisiaj legendarna grupa Bez Jacka. Piękna, nastrojowa muzyka. Zachwyca flet swobodnie komentujący melodię i nastrój. Często kontrapunktując motyw, nieraz go przetwarzając. Dużo, dużo muzyki.
Zamazany cały świat...
Nieskończenie długi czas,
Czas przestrzeni nieskończonych
Rozgranicza, dzieli nas,
Na prawdziwych i wyśnionych.
Radość i duma, że widownia zasłuchana, skupiona pięknie reagująca na poetycki kontekst. Jesteśmy częścią tej przestrzeni nieskończonej…
Zespół świetnie wpisuje się w korczakowską atmosferę, bo przecież jesteśmy ludźmi wyśnionymi…
Zamazany cały świat...
Napotykam w koło mur
Bez wolności, bez przyczyny.
Chciałbym garść miłości dać
Śni się lasom las,
Śnią się deszcze.
Znikłe Maje.
I mijają znów i raz jeszcze.
I mijają znów i raz jeszcze,
A ja własnych snów nie poznaję