Dzień jedenasty

Miasteczko.
Wieczorem opuszczamy Ośno i za miastem, niedaleko Amfiteatru zbieramy się o mroku przy urokliwym cmentarzu żydowskim. Trudno to miejsce wypatrzyć; zarośnięte, przysłonięte nie tylko akacjami, ale i przykryte patyną ludzkiej niepamięci. Zbieramy się tu po to, by odnowić pamięć, by uświadomić sobie, że żyli tu w zgodzie i symbiozie Żydzi, Polacy, Niemcy.
Cisza i skupienie w naszej kolumnie. Przybliżam im odległe czasy, opowiadam o szabasie i bogatej obrzędowości innej, równie ciekawej kultury. Dobiega z oddali dźwięk skrzypiec (dzięki Malwinko! Pięknie grałaś). Z kamykiem w ręku rozpoczynamy nocną wędrówkę od macewy do macewy. Niesamowity nastrój. Ciemność, pełzające ogniki świec i szept Młodego.
Padają pytania, własne odpowiedzi. Kim byli? Jakie mieli plany? Gdzie mieszkali? Jak wyglądał ich pogrzeb? Czym się interesowali? Czy myślą? Czy kojarzą fakty? I znowu poezja i muzyka. Taniec grupy dziewcząt kontrastuje z zamyśleniem, ciemnością. Inne nagrobki, inny kształt liter, ale i ta sama wrażliwość i potrzeba pamiętania.
Składamy kamyki naszej pamięci na odkrytych z zarośnięcia i pyłu macewach i wchodzimy w nasze dzisiaj. Bijący światłem jak drogowskaz, portret Korczaka ma przypomnieć, że i On był częścią tego świata. Wykrzyczeć.
Czy jest z Nami? Czy to tylko podobizna, pomnik? Czy próbujemy podążać za Nim rytmem codziennego życia? Czy Jego Prawidła życia są chociaż w części zasadami własnego postępowania? I ogromny plac zapełnia się tanecznym korowodem. Nastrój powagi powoli przemienia się radość.
Wracamy do nocnego obozu bogatsi w ciężar wiedzy i wartość emocji i przeżyć.
Będziemy pamiętać?
Szef