Dzień dziesiąty
Cohen
Kolejny koncert w Korzonku. Maciek Konieczny prezentuje piosenki i ballady Cohena. Jezioro, świece i świat dźwięków wywołuje wspomnienia.

Leonard Cohen był z Korczakowcami od zawsze. Nie pamiętam, kiedy i dzięki komu trafił do nas po raz pierwszy (może Szanowni czytelnicy pomogą?). Słuchaliśmy go w oryginale i w wielu innych wykonaniach. Nie było koncertu w Korzonku, spotkaniach przy świecach, wigilii bez jego ballady.
Fascynacja jego najlepszym interpretatorem Maćkiem Zębatym. Podróże szlakiem. Tropiliśmy koncerty z każdym cohenowskim śladem - Toruń, Poznań, Warszawa, Kraków (Hotel po różą, chyba?)
Niezapomniane spotkanie z samym Cohenem na żywo w poznańskiej Arenie. Szał i zupełny amok (na bilet wydałem wtedy połowę swojej miesięcznej pensji!). Powrót nocą moim Maluchem do Zielonej Góry przerwany godzinnym postojem w lesie, bo niespodziewanie Radio Merkury przeprowadzało z Nim wywiad na żywo ( a postój dlatego, bo to właśnie radio nie miało zasięgu na Ziemi Lubuskiej, więc postój na granicy słyszalności).

Zakupy jego kolejnych płyt było sprawą honoru, ale i klęską finansową domowego budżetu...
Wielkie wykonania. Karol ze swoim wyrazistym basem był mistrzem Alleluja. Piotr zrośnięty na zawsze z Ogarkiem. Maciek ze słynnym Dzisiaj tu, jutro tam..
Dzisiaj oczekiwanie na drugie spotkanie z Cohenem na żywo. Już niedługo, w Katowicach. Czy połowa mojej emerytury wystarczy na bilet? Ale będę na pewno.