Dumne miejcie marzenia…
Wieczór marzeń. Jedna z moich ulubionych chwil na obozie. Ciekawe i oryginalne pomyły znakomitego duetu Anety i Avady wsparte zaangażowaniem uczestników. Budowanie drabiny z kartkami – cegiełkami własnych tęsknot. Ile radości, pragnień, potrzeb – ale i smuteczków tu przekazanych.
Jak wręcz tragicznie brzmi wołanie jednej z nich: „Chcę, aby znalazł się ktoś, kto mi powie, co robić. Marzę o tym, by być szczęśliwą, nikogo przy tym nie raniąc”.
Jak dojrzale brzmią słowa: „Chcę, by wybory życiowe były prostsze, wymagania wobec mnie bardziej przychylne, stereotypy pomijane, a Ja żebym była po prostu szczęśliwa”.
Jak niewielka skala młodzieńczych potrzeb. Marzenia w szczęśliwej rodzinie; by spełniła się młodzieńcza miłość, „by Hania zawsze była moją przyjaciółką”; „bym mała wreszcie psa”.
Są i te najbardziej aktualne, bo obozowe – „Moim marzeniem jest to, by każdy na obozie był sobą i zawsze miał swoje zdanie I nie bał się reakcji innych na dany temat”; „By Korczakowo był zawsze Korczakowem!”
Skoki prze ognisko, które mają obrzędowo zatwierdzić pragnienia. Dla nich tak przejmująco ważne . Łza w oku i nerwowe urywane sowa, by jeszcze nie gasić ognia, bo „jeszcze nie zdążyłam z nim przeskoczyć i marzenie się nie spełni!”
I chwila chwil. Mrok. Cisza oczekiwania. Pochodnie, świeczki i łódeczki
Płyń pajęcza łodzi moja
Płyń tam, gdzie jasno, wesoło
Radośnie
W dal po świecie…
A łódź moja – to wyobraźnia
A wiosła moje to marzenia
Uderzam marzeniem – wiosłem,
Płynie w fantazji – łodzi
Do światła!
Chcę widzieć dobrych ludzi kilku,
Bym mógł znowu uwierzyć dobro…
[podp. Janusz] Czytelnia dla wszystkich nr 7 1899