Dzień siódmy

Dzień siódmy – Świniary
Czterdzieści jeden lat znajomości. Kolejni sołtysi, kolejne pokolenia obozowiczów i mieszkańców wioski.
Dzisiejszy festyn to tradycyjna próba zbliżenia, poznania się bliżej. Nie można żyć tak blisko siebie i tak niewiele o sobie wiedzieć.
Wesoły nastrój, znakomita atmosfera. Siedzę obok sołtysa dumy z obozu. Wszyscy rozśpiewani, aktywni. Wiedzą i czują, że reprezentują Korczakowo.
Świniary to zaledwie dwieście osób. Nikt już nie utrzymuje się z rolnictwa. Część pracuje poza granicami kraju. Holandia, Irlandia i tylko weekendowy pobyt w domu.
Rozmawiam z mieszkańcami o codziennych kłopotach. Takich samych, jak każdego z nas. Martwi często brak ambicji, minimalizm celów życiowych.
Jestem trochę częścią ich rodziny. Tyle ślubów widziałem. Wielu wspólnych znajomych mamy na cmentarzu w Ośnie.
Sąsiedzi.
Dh Danusia wygłasza wierszowaną historię naszych „małych ojczyzn”. Wspomnienia p. Piechockiego, Jurka, Zosi, Geni…
Jeszcze przegrany mecz w siatkę i głośny powrót do Siebie.
Radość namiotu, kąpieliska, kolacji.
Czy to już świadomość bycia u siebie? Swojego wakacyjnego kawałka ziemi?
Coraz lepszy ogniskowy śpiew. Sprawniejszy krąg i wieczorne zasłuchanie.