Hitachi Power Tools Polska Sp. z o.o.

Wirtualne Korczakowo





Cytat

"Opracowanie budżetu państwa to sztuka równomiernego rozłożenia rozczarowań" - Maurice Stan

Sonda

Czy podoba Ci się nowa odsłona strony Korczakowo.org?
90% Tak
8% Nie
1% Nie mam zdania
   

Wydarzenia - Wręczenie Orderu Uśmiechu - 9.07.10

Wyobraźmy sobie taką sytuację: śpi snem kamiennym Korczakowiec, pochrapując sporadycznie.

Nagle obudzony słyszy pytanie: co się stało 9 lipca 2010 r.? Pierwsze skojarzenie to Grunwald (bo lipiec, bo 10 na końcu…). I jest to skojarzenie złe.


Nie o bitwę chodzi, wręcz przeciwnie. Mimo że słowo „order” może zwodzić, odpowiedzią na pytanie jest walka zgoła inna niż ta niszcząca, nieustająca, bezkompromisowa, wieloletnia i co najważniejsze: sprawiedliwa – walka o uśmiech dziecka.


Stąd i order nie byle jaki. Jedyny nadawany przez dzieci tym, których osiągnięcia mają szczególne znaczenie w walce o dobro dziecka.


9 lipca 2010r. druh harcmistrz Jerzy Zgodziński – komendant Korczakowa – Szef – otrzymał Order Uśmiechu i został jego Kawalerem. Zazwyczaj ceremonia wręczenia Orderu odbywa się w teatrach lub aulach szacownych instytucji, lecz czy można wymyślić lepsze miejsce niż korczakowski Amfikor?


Nasz leśny amfiteatr gościł wiele znakomitości, widział dziesiątki Festiwali Piosenki Naszej, występowali w nim Soyka, Wolna Grupa Bukowina, Bez Jacka, Mechanicy Szanty. Jest to miejsce bez wątpienia godne organizacji UWOU* ( * nazwa robocza Uroczystości Wręczenia Orderu Uśmiechu).
Scenariusz powstawał od dawna. Każdy detal musiał być dopracowany. Lecz dopięcie wszystkiego na ostatni guzik było tylko sennym marzeniem. Miliony pytań (kto będzie chciał przemawiać? jak długo? ilu gości przyjedzie? kto zostanie na noc? itp.) wymuszały zostawienie marginesu improwizacji. Nie przeszkadzało to w przygotowaniu samego obozu na UWOU* (patrz wyżej): żeby każdy mógł do nas trafić, rozwiesiliśmy drogowskazy, proporce, banery; żeby posilić spragnionych i głodnych, sprowadziliśmy ze Świniar kawiarenkę; poza tym każda szyszka musiała być wypolerowana, każde ździebełko trawy uczesane (angielski trawnik w Korczakowie? Kto nie widział, nie uwierzy.), drzewa poprzestawiane w bardziej ergonomiczny układ, wartownicy w mundurach prosto z pralni, Grzesiek się nawet ogolił, słońce zamówione, woda w jeziorze podgrzana i wiele, wiele innych przygotowań zostało poczynionych, o których jednak wspomnieć nie mogę, bo obowiązuje mnie ścisła tajemnica. Napięcie rosło.


Oficjele, Korwydzy, - Przyjaciele – zjechali się tłumnie. Korczakowo pełne było ludzi w przeróżnym wieku, z całego świata, z każdej branży. Panowała atmosfera radosnego wyczekiwania. Po południu przyszła pora na start, UWOU* (patrz troszkę wyżej niż poprzednio) czas zacząć! Punkt pierwszy: ognisko. Zgromadziliśmy się w kręgu. Potężnie brzmiały niektóre piosenki śpiewane na ponad dwieście głosów. Ale jeszcze potężniej brzmiał śmiech ponad dwustu głosów, kiedy pląsaliśmy i słuchaliśmy dowcipów biskupa.


Następnie cała grupą przeszliśmy do Amfikoru, by tam uczestniczyć w oficjalnej części ceremonii. Imprezę prowadził Filip Klepacki (drugi prowadzący gdzieś się zapodział). Przywitał gości, po czym zaprosił na scenę przedstawicieli Kapituły Orderu Uśmiechu wraz z dziećmi. Andrzej Sibilski wygłosił okolicznościową LAUDACJĘ, przedstawiono historię Orderu i zapytano publiczność, czy Szef zasługuje na zostanie jego Kawalerem. Głośne „tak” nie zostawiło wątpliwości co do słuszności imprezy. Pozostał tylko jeden krok do otrzymania Orderu: wypicie pucharu soku z cytryny (ślinię się nawet, gdy o tym piszę). Szef i temu podołał, przedstawiciele Kapituły przypięli mu znak uśmiechniętego słoneczka i zeszli ze sceny, a dumny świeżo upieczony Kawaler Orderu Uśmiechu zasiadł na tronie.


Według scenariusza zakończono część oficjalną, nadeszła pora na część pooficjalną. Zaśpiewaliśmy piosenkę „Order Uśmiechu”, przy której końcu stała się rzecz niespodziewana: na sygnale, z syreną, z prędkością ponadprzeciętną dla dróg leśnych, wjechał do Amfikoru radiowóz! Zaskoczenie widowni sięgnęło zenitu, co dopiero powiedzieć o Szefie! Jak się okazało, patrol z Ośna nie przyjechał w celu ścigania przestępców, a w roli… eskorty flagi! I transportu dla drugiego konferansjera - Młodego, który przyjechał na tylnym siedzeniu. Dostał od policji skrzynię z flagą Orderu Uśmiechu i przekazał ją sztandarowej. Po czym z szerokim uśmiechem na ustach (co nie jest oczywistością po przejażdżce radiowozem…) dołączył do Filipa, by wspólnie prowadzić uroczystość dalej. Razem zapowiedzieli gości chcących wyrazić swój podziw dla osiągnięć Szefa i wręczyć mu prezent. Najciekawsze to laska, kalafior, naszywka OSP Świniary i tony kwiatów, którymi przystrojona teraz stoi przyczepa Szefa.


Po przemówieniach i prezentach wystąpiły zastępy XII i VII, prezentując swoje przedstawienia z Bajkolandii i Korowiska. Kolejnym elementem programu był FILM o bardzo szeroko pojętej historii Korczakowa. Historii specyficznej, bo przeszłej i przyszłej; prócz lat 60-tych i początków, teraźniejszości i zjazdu na 45-lecie, film pokazywał przyszłość Korczakowa, które ma swoje placówki na całym świecie, a każdy człowiek może zakupić CyberSzefa, by w każdej chwili mieć możliwość otrzymania reprymendy pomocnej dłoni.


Wizja przyszłości wywołała falę śmiechu. Skorzystali z tego Kayber i Cohen, którzy też chcieli postać w świetle reflektorów. Odśpiewali tradycyjną „DUDARÓWKĘ”, która zakończyła część amfiteatralną. Wróciliśmy do obozu, stanęliśmy wspólnie w kręgu, przekazaliśmy Iskierkę i udaliśmy się na chwilę odpoczynku przed ostatnim punktem programu: koncertem na wodzie. Milupa przeniósł historię Małego Księcia z kart książki na taflę jeziora Grzybno. Oniemiali widzowie nie chcieli wracać do odległych domów, nie chcieli iść spać, pod takim byli wrażeniem.


Nikt już teraz nie powinien mieć wątpliwości, co do tego, co stało się 9 lipca 2010r. Nie Jagiełło, nie Grunwald, a Szef i Korczakowo. I Order Uśmiechu.


Młody




A tutaj kilka piosenek harcerskich w brawurowym wykonaniu naszych starszych Druhen i Druhów.