Odszedł Korczakowiec

Rzadko bywał w Kręgu, nie śpiewał z nami przy ognisku. Wielu z nas go nie zauważało, niektórzy się bali. Ale był najprawdziwszym Korczakowcem. Przyjeżdżał na nasze obozy od dziesięcioleci. Mieszkał najbliżej bramy, czujnym okiem przez niemal całą dobę sprawdzał, kto wjeżdża, kto wyjeżdża. Gdy trzeba było, służył pomocą: swoim czerwonym audi jeździł z poszkodowanymi i chorymi do Sulęcina i Gorzowa; podwoził z Ośna zmęczonych; robił niezbędne zakupy na ostatnią chwilę, gdy ktoś czegoś pilnie potrzebował. Niezliczoną ilość razy przywoził z dworca w Rzepinie wesołych Korczakowców i odwoził smutnych. Zawsze można było do niego przyjść i pogadać, posłuchać opowieści z dawnych lat.
 
Odszedł od nas Jurek Walczak, druh Jurek. Kto inny przejmie jego obowiązki, ale nikt go nie zastąpi.
 
Panie Jurku, już tęsknimy.
 
Korczakowcy

Wielkanoc 2018

Drodzy Korczakowcy!

Na nadchodzące dni życzymy Wam zdrowego i dobrze spędzonego czasu z najbliższymi. Niech każdy z Was dostanie to, czego pragnie.

 

Z korczakowskim pozdrowieniem,

Koło Przyjaciół Korczakowa

Pożegnanie zimy w Korczakowie

Znowu powrót do naszego Lasu.  Jak zwykle mile spędzony dzień. Ktoś może spytać, czy w ogóle działo się coś nowego?  Tak. Dlaczego? Bo każdy dzień jest inny, wspomnienia, kontakt z ludźmi, wszystko co nas spotyka, czego doświadczamy,  jest wyjątkowe. Trzeba  to tylko  dostrzec i docenić.

Tradycyjnie Pierwszy Dzień Wiosny rozpoczęliśmy od małej uroczystości pod pomnikiem Janusza Korczaka w Zielonej Górze. „Ogniobranie” , zapalone znicze i można było chować się przed zimnem i śniegiem w autokarze.

Tego dnia najważniejsze była zabawa  i trochę integracji oraz przywitanie się z Korczakowem w zimowej scenerii. Dlatego  właśnie możliwości było kilka: mała gra terenowa, żeby pokazać, gdzie co jest w trakcie obozu, oraz kilka naszych ulubionych pląsów i zabaw ruchowych. Trochę było skakania, śpiewania i rywalizacji. Później to co wszyscy lubią najbardziej – ognisko. Tym razem  niezbędne nie tylko w kwestii estetycznej i nastrojowej, ale także uratowało nas od zamarznięcia… Kiełbaski i żurek na pewno tez rozgrzały atmosferę. Na deser – ciasto, które minimalnie smakowało jak lodowy deser, ale nadal bardzo smaczny. Jak się okazało, zima trochę dała o sobie znać w postaci lekko uszkodzonej bramy i połamanych drzew, ale my się nie przejmujemy. Co więcej, udało nam się trochę pośpiewać i to przy dźwięku gitary. Nie było to łatwe zadanie, bo palce zdecydowanie nie chciały współpracować, ale co to dla nas! Wstyd nie wspomnieć o wszystkich tych, którzy zajęli się przygotowaniem wyjazdu, ale też dla tych, którzy  dzielnie kroili kiełbaski, nalewali żurek czy dokładali do ogniska. Współpraca przede wszystkim! Udało się i mimo bardzo nieprzyjaznej pogody do biegania po lesie, większość wróciła zadowolona do domu.

Przyjazd do Korczakowa wywołuje wiele emocji. Powoli budzi się w nas tęsknota za latem, ciepłym wiatrem, zapachem szyszek, tym życiem, które budzi się w lesie i które tak bardzo uwielbiamy, przyjeżdżając w to miejsce.  Właśnie to chcemy przekazać kolejnym osobom, które nas odwiedzają.  Wprowadzić ich w tę atmosferę. Teraz tylko pozostaje czekać do wakacji, żeby znowu oderwać się od cywilizacji na tydzień, dwa, miesiąc… i przeżyć nową przygodę.